Beka z klanu – wywiad z Karoliną, adminką popularnego fanpage'a

10624972_596614077131026_5613189412921485874_n

Ojcem drugiego dziecka Sandry jest były chłopak ciotki ojca jej pierwszego dziecka – tym cytatem z poniższej rozmowy, miałam ochotę zatytułować ten artykuł. Obawiam się jednak, że mógłby on przyciągnąć nie tych czytelników, których bym chciała. Karolina i jej followersi na grupie „Beka z Klanu” w inteligentny sposób rozprawiają się z takimi i innymi elementami kuriozalnej rzeczywistości telenoweli. „Klan” is a cabaret, old chum…

Follower: Dla osoby dorastającej w latach 90. Żarty o Czikulinie i myciu rączek prawdopodobnie będą zrozumiałe. Ale Twoja strona, licząca ponad 15 tysięcy polubień, nie poprzestała na tym. Koniaczek, Płaczypita – trzeba obserwować „Bekę z Klanu” dłuższy czas, żeby nadążać… Czy nie jest tak, że w miarę czasu jak do „Beki” dochodzą nowi fani, to oni coraz mniej rozumieją z postów i komentarzy?

Karolina: Tak, na pewno. Dlatego okresowe „odpływy” fanów wcale mnie nie dziwią. Staram się zadowalać gusta różnych odbiorców, co nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem ogółu. Jest część ludzi, która ogląda „Klan” na bieżąco i uwielbia komentować każdą scenę „na żywo” swoimi błyskotliwymi i prześmiewczymi uwagami. Są ludzie, którzy nostalgicznie wspominają początki serialu, lata 90. i początek lat 2000, są i tacy, którzy kojarzą jedynie postaci już zadomowione w popkulturze, takie jak Rysiu, Bożenka czy Ciocia Stasia i jej pielmieni. Jeżeli ludzie czują, że strona nie spełnia ich oczekiwań, po prostu opuszczają ją. I to jest ok. Wielu ludzi jednak zasiada codziennie na te 20 minut przez telewizorem, żeby wspólnie „powstydzić” się za aktorów, producentów i scenarzystów tego całego tałatajstwa. To w pewien sposób odprężające, zwłaszcza po całym dniu umysłowej pracy.

Follower: Myślę, że każdy administrator stron na Facebooku może Ci pozazdrościć odbiorców. Inteligentni, zaangażowani, aktywnie uczestniczący w tworzeniu fanpage’a. Jak udało Ci się zgromadzić takie „stadko”?

Karolina: Sama jestem pod wrażeniem takiego grona i przyznam, że właśnie o czymś takim marzyłam. Fani BZK to nie są ludzie, których zadowoli żart na (niskim) poziomie śmiania się z aktora z zespołem Downa, albo tysięczny raz powtórzone hasło „dzieci, umyjcie rączki”. Te bon-moty już dawno się wypaliły. Bawi nas warstwa językowa „Klanu”, odbieganie wątków od realiów życia w Polsce, a nawet w samej stolicy (wieczny brak korków, jedna przychodnia lekarska, jeden psycholog, jedna apteka, do której każdy bohater tłucze się przez pół miasta, żeby tylko Ela sprzedała mu aspirynę, łatwość w znalezieniu pracy zaraz po studiach… mogę tak wymieniać do rana). Bawią nas niedoróbki w scenariuszu, brutalna dosłowność scenografii (w „Bank London” konieczne są fototapety z czerwonymi autobusami, w Ministerstwie Ochrony Środowiska – drzewa i krzewy). Bawi nas „chów wsobny” jeżeli chodzi o parowanie bohaterów – ograniczenia w obsadzie doprowadzają do sytuacji, w której ojcem drugiego dziecka Sandry jest były chłopak ciotki ojca jej pierwszego dziecka. Nadajemy bohaterom zabawne przezwiska, charakteryzujemy ich w kilku słowach. Tworzymy swoje wersje dialogów, które z racji swojej wulgarności czy czarnego humoru nigdy nie pojawiłyby się w serialu. Bawią nas kampanie społeczne, których tubą niemalże propagandową jest „Klan”, a także wszelkie lokowania produktu czy też treści tak (nie)podprogowe, że aż krzyczą z ekranu (weź kredyt, załóż polisę, uprawiaj Nordic Walking tak jak Ela, ogrzewaj dom ekogroszkiem jak Jerzy). Myślę, że mocną stroną tej społeczności jest właśnie ta intelektualna strona prezentowanego humoru, względny brak chamstwa i wzajemnych obelg w komentarzach. Liczba spamerów, trolli i innych tego typu zjawisk jest naprawdę znikoma.

Follower: Kiedy zaczęłaś oglądać „Klan” i czy od początku był on dla Ciebie bekowy?

Karolina: Wydaje mi się, że większość przedstawicieli mojego pokolenia (urodziłam się w 1994 roku) niejako siłą rzeczy „musiała” oglądać „Klan” od małego – wszak była to „pierwsza telenowela postkomunistycznej Polski” (tak naprawdę chyba druga, pierwsze było „W Labiryncie”), którą po prostu każdy musiał śledzić. Oglądali rodzice, oglądałam i ja. Potem, w okresie dojrzewania, zaprzestałam tego procederu, z przyczyn oczywistych – wielkomiejska nastolatka nie będzie zniżała się do poziomu tego typu produkcji. Gdy byłam w klasie maturalnej wraz z moją mamą i moim ówczesnym współlokatorem mieliśmy swój codzienny rytuał oglądania „Klanu” „dla beki”. Współlokator ten miał niezwykły talent w ripostowaniu wszystkiego, co dzieje się na ekranie. O Czesi mawiał „ta głupia owca”, o Michale „płaski dekiel”. Moja mama zauważała, z jak dużą niekonsekwencją pisane są niektóre postaci (np. Monika czy Rafalski jeszcze w latach 90. byli czarnymi charakterami i intrygantami, dziś są słodcy jak pluszowe misie). Trudno mi to wyjaśnić, ponieważ był to humor bardzo spontaniczny, mimowolny i sytuacyjny. Postanowiłam sprawdzić, czy jest w Internecie więcej osób, dla których Klan to codzienny teatr groteski i absurdu.

Follower: „Klan” jest wdzięcznym obiektem do „beki”. Ale czy wdzięczniejszym niż np. „M jak miłość”?

Karolina: Nie oglądam „MjM” i nigdy nie oglądałam. Jako dziecko sadzano mnie tylko przed „Plebanią”, „Złotopolskimi” i „Na dobre i na złe”. Mimo wszystko w „Klanie” widzę o wiele więcej absurdów, przerysowań, potencjalnych tematów do wyśmiania. Chociażby ta nieszczęsna scenografia, sposób oświetlenia planu, kostiumy, albo błędne przekonania scenarzystów o wizerunku współczesnej młodzieży.

Follower: Myślisz, że szkodzisz „Klanowi”, czy oddajesz mu przysługę?

Karolina: Przysługę, jak najbardziej – dzięki mnie oglądają go osoby, które prawdopodobnie nie robiłyby tego, gdyby nie odkryły potencjału satyrycznego tej jakże poważnej „telenoweli wszystkich Polaków”. Komentujący wprost przyznają, że „przeze mnie” oglądają „tego gniota”. Wielu kocha „Klan” na swój sposób, tak jak kocha się swojego zezowatego chomika. Po raz kolejny apeluję do ekipy serialu o jakieś skromne wynagrodzenie, albo chociaż rolę trzecioplanową. 😉

Follower: Czy zetknęłaś się kiedyś z obrońcami jego wartości artystycznych?

Karolina: Nie, na szczęście nikt nie jest na tyle szalony, by przekonywać mnie o wartościach artystycznych tasiemca. Ludzie raczej dziwią się, że tracę czas na oglądanie czegoś takiego. Wielu nie widzi też tej warstwy nieoczywistego humoru, którą widzę ja i 15 tys. innych osób. Wiem też o kilku aktorach, którzy chyba odbierają ataki na „Klan” jako atak na ich osobisty, artystyczny dorobek. 😉 Prawda jest taka, że w „Klanie” gra wielu dobrych aktorów teatralnych, gra też dużo amatorów, a zarabiać trzeba i ja to doskonale rozumiem. Sama bym się tak wydurniała za tyle kasy. Grunt to dystans do siebie i telenowel w ogóle.

Follower: Administrowanie tego fanpage’a musi być niewątpliwie czasochłonnym zajęciem. Jak to jest tak mocno skoncentrować swoją uwagę wokół „dzieła”, którego nawet specjalnie nie cenisz?

Karolina: Tak jak pisałam wcześniej – samo obejrzenie odcinka to raptem 20 minut dziennie. Robię to jedząc zupę, malując paznokcie, zmywając makijaż. Taki „Monty Python dla ubogich. Potem wchodzę na fanpejdż i wyżywam się satyrycznie. Mam duże poczucie humoru i lubię wyrzucać z siebie nagromadzony sarkazm. Lubię tworzyć memy, lubię przeglądać to, co tworzą inni. Cenię „Klan” tak, jak ceni się Jasia Fasolę czy filmy z Louisem de Funesem. Żadne to arcydzieła, ale jakby ich nie było, to byłoby smutno. Nie mam za bardzo wpływu na to, czy „Klan” będzie na antenie, czy też nie. Cały ruch BZK jest też reakcją na to, jak wielkie zasługi społeczne przypisują „Klanowi” jego twórcy. A bo misja społeczna, a bo towarzyszy ludziom w codziennych troskach, a bo przyzwyczaił Polaków do tematów takich jak HIV, zespół Downa czy choroba Alzheimera. Ok, być może jest to socjologicznie pozytywne zjawisko, nie wiem, nie znam się. Pomyślmy jednak, że to wszystko dzieje się już 20 lat, finansowane jest z abonamentu, ma najlepszy czas antenowy w publicznej telewizji i jest doskonałą wymówką, by nie kręcić dobrych filmów, dobrych seriali, dobrych programów kulturalnych. Jednak uważam, że na świecie wszystko ma swoją rację bytu – „Klan” też.

Follower: Wybory miss i mistera „Klanu” – czy sama w nich głosowałaś? I czy wygrali Twoi faworyci?

Karolina: Tak, głosowałam „lajkując” z prywatnego konta, ale już nie pamiętam na kogo w którym etapie. Uważam jednak, że wybór Moniki i Feliksa to strzał w dziesiątkę. 🙂 Pani Trojanowska to „polska Alexis” oraz ikona polskiej sceny muzycznej lat 80. Jan Piechociński to aktor, którego pamiętamy chociażby z filmu „Och, Karol”, gdzie grał słynnego amanta. Pani Izabela odezwała się nawet do nas, dziękując za przyznanie zaszczytnego tytułu Miss „Klanu”. To było bardzo miłe, ponieważ obawiałam się, że starsze pokolenie aktorów może czuć się urażone moją działalnością. Na szczęście jest wręcz przeciwnie.

Follower: A to gotowanie wg przepisu Jerzego, a to wybory, a to amerykańska adaptacja „Klanu”. Czy któraś z tych (lub innych akcji) zaskoczyła Cię szczególnym powodzeniem?

Karolina: Było tego ogromnie dużo! Wydarzenie z bigosem Jerzego, na który w jednym z odcinków podano przepis, rzeczywiście zaskoczyło mnie swoim zasięgiem – specjał myśliwski chciało ugotować jakieś kilka tysięcy osób. Wiele z robionych przeze mnie grafik osiąga też wysokie pozycje w Google images i krążą sobie w Internecie. Dużo ludzi przysyła mi je nie wiedząc, gdzie powstały. 🙂 Wspomniałam już o tym, że aktorzy i członkowie ekipy serialu dają czasem znać, że mnie czytają. Poza panią Izabelą Trojanowską był to chociażby p. Dariusz Lewandowski (serialowy Darek) czy Anna Matysiak (serialowa Ramona).

Follower: Wspomniałaś kiedyś, że nazwa strony wynikła z mody na „beki” w momencie jej powstania. Śledziłaś też – najsłynniejszą „Bekę z mamuś na forach”?

Karolina: Tak, ale „Beka z mamuś…” to projekt dość świeży (mimo, że strona chyba została już skasowana). Na szczęście produkcja „Klanu” nie sprzeciwia się istnieniu mojej strony, więc mam nadzieję, że ewaporacja mi nie grozi. 😉 W przeszłości istniało na facebooku wiele znakomitych stron „prześmiewczych”, z czego wymienić mogę np. nieistniejące „ZAGRANICO” czy „Najlepsze wątki z forum Kafeterii”. Nadal są one dla mnie wzorem do naśladowania jeżeli chodzi o rozrywkowy aspekt social media.

Follower: Co robisz „w życiu”?

Karolina: Kształcę się w zawodzie psychologa, po studiach chciałabym oddać się pracy naukowo-dydaktycznej. Wiele ludzi słysząc to pyta, czy prowadzę badania nad fenomenem „Klanu”. Odpowiadam po raz ostatni: nie. 🙂 Moją drugą pasją są języki obce (lubię się ich uczyć, zdarza mi się nauczać też innych, okazjonalnie wykonuję prace tłumaczeniowe). Podobno jestem uzależniona od frytek i za długo śpię. Lubię dobrą muzykę, szczególnie rockową.

Follower: Czy prowadzisz/prowadziłaś też inne strony na Facebooku?

Karolina: Tak, ale wolę nie ujawniać o jakie chodzi.

 

Follower: Czy wybrałabyś się ze mną na botox party 😉 ?

Karolina: Jasne! Chętnie wybrałabym się na jakiekolwiek party z każdą z blisko 16 tys. osób, które współtworzą razem ze mną BZK. Nie wiem tylko, czy wystarczyłoby alkoholu. No i botoksu. Och, zapomniałam wspomnieć o wszystkich (bliskich mi teraz osobach), które poznałam dzięki mojej stronie. Kocham was!

Wywiad przeprowadziła Ola Kozicka

 

 

13 I like it
0 I don't like it
Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest