Dark side of the Interweb: Bohater

ds

JAK SIĘ CZUJESZ?
A DZIĘKUJĘ, PASKUDNIE 🙂

CZYTAM BOHATERA ZAMIAST IŚĆ DO TERAPEUTY.

Czuję się w życiu troszkę oszukana, bo nikt mi nie powiedział, kiedy nastąpił ten konkretny moment, w którym stałam się dorosła. Na pewno nie wtedy, gdy dostałam się na studia, ani kiedy je i tak z opóźnieniem skończyłam. Dzień, w którym dostałam swoją pierwszą poważną pracę na poważnym stanowisku z jakże poważną misją też nie konstytuował (przynajmniej w mojej głowie) dorosłości. Gdy moje koleżanki zaczęły obsypywać się potomstwem myślałam tylko „Super, też sobie kiedyś takiego sprawię” z naciskiem na „kiedyś”, bo tak naprawdę to chciałabym, aby to potomstwo po ukończeniu 4 latek już nigdy nie urosło i zawsze było słodkie, kochane i się chciało tulać.

Patrzę to w dowód osobisty, to w kalendarz i myślę tylko, „ale jak to?!” Nie inaczej, daty się zgadzają, jestem już duża… Mam kota, pracę, konkubinat i konto bankowe.

Nawet mama pozwoliła mi ostatnio wypowiedzieć swoje zdanie na jakiś temat. Już prawie rozmawiamy jak równa z równą, chociaż mama zawsze może więcej za wysługę lat. Jak to mama, każda.

Nie wiem, kiedy nastał 2015 a mój plan na życie wciąż wygląda bardziej jak tablica korkowa z karteczkami przyklejonymi w pośpiechu by nie zapomnieć (muszą być kolorowe, chaos ubarwiony jest przyjemniejszy dla oka), podczas gdy moi znajomi już od licencjatu mają biznesplan skrojony na miarę aż do samej emerytury. Często gęsto i raz po raz nie godzę się z tym stanem rzeczy, bo jako dorosła osoba powinnam wiedzieć dużo rzeczy na wiele tematów i mieć dystans, a tymczasem mam ochotę płakać gdy szefowa na mnie krzyczy .

Powinnam być nudna, czytać Wyborczą i nosić brzydkie kardigany.

Powinnam chodzić spać o 20:00, słuchać RMFu i jeść kaszę jaglaną jak Stockinger. Powinnam rozumieć, świecić przykładem i nie być rozczarowaniem dla moich rodziców… A jednak.

Tyle rzeczy tak bardzo powinnam, a tymczasem w pogoni za utraconym dzieciństwem słucham na zmianę Spice Girls i Nirvany nie godząc się z faktem, że to pierwsze ostatnio usłyszałam w Radio Zet Gold… Najlepsze dni mojego szczenięctwa teraz w radiu dla starych ludzi, zaraz po „Goodbye my love goodbye” tego pana, co już nie żyje. Bierzcie i słuchajcie tego wszyscy! „Stara muzyka z lat 90’” – najboleśniejsze zdanie jakie w życiu usłyszałam.

Jak się jest „dorosłym” to dużo rzeczy się na tym łez padole dzieje, a ja, cytując klasyka, trochę nie ogarniam tego „się dziania”, a przecież tak się staram. I tutaj powrócę raz jeszcze do radiowych Złotych Przebojów, których to przestać słuchać nie potrafię, mimo iż na każdym rondzie fundują mi emocjonalną rozpierduchę. Nie tylko Bonnie Tyler potrzebuje bohatera. Nie musi być silny, nie musi być szybki, nie musi być „larger than life,” natomiast musi wyglądać jak mały stworek mrówkojadopodobny.

Pojawia się wtedy, gdy narzekanie i smutne statusy znajomych na fejsbuku już nam zbrzydły, a tak naprawdę to wcale nie zbrzydły, tylko ten pan z YouTube’a od sukcesu co nam mówi jak żyć twierdzi, iż to zła energia jest, i ble, i od malkontentów to z daleka, bo się zarazimy. Bohater wcale nie głosi, jak to démodé jest mówić, że w życiu nam nie wyszło, że boimy się zmiany, że będziemy zajadać problemy. Bohater głosi, że możemy lubić Lady Gagę, nawet jeśli nie dodamy na końcu słowa „ironicznie.” I tak mogę sobie udawać, jaka to ja nie jestem elokwentna, a tymczasem przepisuję bezwiednie każdy obrazek, bo to tak naprawdę to wszystko mówię Ja, tylko jako mały kret.

Bohater to najbardziej bohaterska z postaci jakich mi przyszło doświadczyć. Takie małe, włochate kuriozum z długim noskiem, które mam ochotę od razu ugłaskać. Mówi wszystko to, co siedzi w mojej głowie. I w Twojej też. Więc my już nie musimy.

Autor: Jagoda Wilczurówna

0 I like it
0 I don't like it
Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest