Wywiad: Grupa Filmowa Darwin

O „Wielkich Teoriach Darwina”, o współpracy z Playerem i o Rafale i Sławku – PORozmawialiśmy sobie z Jankiem Jurkowskim i Markiem Huczem.

Follower: Kiedy jedziecie na wywiad – na przykład na ten – to myślicie: „o nie, znowu będą te same pytania!”?

Janek: Wychodzimy z założenia, że pytania często się powtarzają, bo są ludzie, którzy jeszcze wiele o nas nie wiedzą. Nie mamy się o co obrażać – tym bardziej, że chcemy dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców.

Marek: Mamy świadomość, że nie jesteśmy jeszcze mainstreamem. Nie każdy wie, kto to jest Janek Jurkowski, kto to jest Marek Hucz, co to jest Grupa Filmowa Darwin.

Janek: Za to trochę głupio nam jest odpowiadać ciągle tak samo, mamy wrażenie jakbyśmy się ciągle powtarzali. Ale jeśli tylko sobie powiemy, że to jest dla widzów, którzy jeszcze o nas nie wiedzą – to tak naprawdę nie ma problemu.

Marek: Dawniej mieliśmy taki pomysł, żeby tworzyć przy każdym pojawieniu się inną historię, ale w okolicach czwartego czy piątego wywiadu zorientowaliśmy, że jest już za późno, żeby to zrealizować.

Janek: Za każdym razem mogliśmy opowiadać inną wersję wydarzeń. Absolutnie z poker facem mogliśmy mówić…

Marek: …że poznaliśmy się na informatyce…

Janek: …albo na wycieczce w Himalajach….

Marek: …że połączyło nas zamiłowanie do zielarstwa. No, ale niestety. Nie udało się.

Janek: I tak staliśmy się już więźniami prawdy.

Follower: Czy podczas wspólnych wypowiedzi publicznych żenujecie się czasem sobą nawzajem?

Marek: Nie, to się nie zdarza. Myślę, że jak już udzielamy się razem i rozmawiamy, to nie jesteśmy też na tyle… impulsywni? My wszystko to, co robimy, mamy mniej więcej poukładane, więc ciężko jest rzucić coś w wypowiedzi, czego byśmy się potem wstydzili i z czym byśmy się razem nie zgadzali.

Janek: Gdybyśmy faktycznie zmyślali, to mogłoby nas zagalopować w nieznane rejony. Ale w momencie, gdy tak naprawdę mówimy…

Razem: Jak jest!

Marek: …mamy jakoś wszystko przegadane. Mieszkamy razem, pracujemy razem. Na wakacje jeździmy odpoczywać od siebie, nie?

Janek: Kiedy ostatnio byłeś na wakacjach?

Marek: Co to są wakacje?

Follower: Wspomniałeś Marku, że nie jesteście mainstreamem. No nie byłabym taka pewna. Na przykład dzisiaj wchodzę sobie na kwejka, a tam imponująca reklama Wielkich Teorii Darwina. Widzę Was też na zdjęciu w tle fanpage’a TVN Player…

Marek: To jest promocja. Wypuściliśmy ten pierwszy autorski projekt, nie na YouTubie, a zrobiony we współpracy z telewizją – i w teorii tak to chyba wygląda, że wychodzimy na jakiś mainstream, ale czas pokaże, czy jest tak rzeczywiście.

Janek: Ale ja mam pytanie: co stanowi o mainstreamie? Miejsca publikacji, czy ilość widzów, wyświetleń, twoja rozpoznawalność?

Marek: Jak to zmierzyć? Dziś wyliczyłem, że na przygotowanie dwudziestu jeden skeczy do  „Wielkich Teorii Darwina” na Player poświęciliśmy pięć miesięcy. W przeciągu tego czasu na nasz kanał na YouTubie zrobiliśmy jeden odcinek (IKEA). Gdybyśmy chcieli to porównywać, to skecze z „Teorii” moglibyśmy niby wrzucać na kanał, ale praktycznie – nie mielibyśmy funduszy, aby je zrealizować.  Player, to dla nas fajne rozszerzenie, ale czy to naprawdę zaczął się mainstream (czy jak to nazwać?), to pokaże czas.

Follower: Czy czujecie, że wskoczyliście na jakiś nowy poziom? To dla Was euforyczny moment?

Janek: My jesteśmy ostrożni z emocjami pod każdym względem. Pod względem radości i…

Marek: …smutku też chyba.

Janek: Tak. I śmiałych stwierdzeń, że „weszliśmy na jakiś lepszy poziom”.

Marek: Zresztą podpisanie umowy, czy rozpoczęcie prac nad czymś nowym – nie świadczy o tym, że jesteś na wyższym etapie. Tak naprawdę to efekt działania, pokazuje, czy zrobiłeś coś wyżej, niżej, czy popełniłeś błąd, czy nie.

Janek: Ja nie wiem w ogóle, czy mieliśmy kiedykolwiek jakiś taki moment euforii. Bardziej frustracji i zdenerwowania.

Marek: Zdecydowanie – bardziej byliśmy nerwowi. Jak się dowiedzieliśmy, że robimy ten projekt, oczywiście byliśmy szczęśliwi. W czerwcu trochę byliśmy na rozdrożu. Z jednej strony mieliśmy mnóstwo zachęt typu: „odpalcie Patronite!”, „korzystajcie z crowdfundingu” i „działajcie”. Z drugiej strony od dłuższego czasu rozmawialiśmy ze stacją na temat tego własnego formatu. Wybraliśmy tę drugą opcję, ponieważ chcemy unikać obciążania finansowego widzów i wierzymy, że są wypracowane instytucje, które mogą finansować takie rzeczy, jakie robimy – i z nimi na ten moment trzeba pracować. Na crowdfunding przyjdzie czas. Na pewno wpadnie nam do głowy tak śmiały projekt, że będzie go trzeba w taki sposób dopompować. Za to, jak już się zgodziliśmy na Player, powiedzieliśmy sobie, że musimy zrobić wszystko, żeby nie dać ciała. Żeby to było nasze, żeby było po naszemu, żebyśmy mogli się pod tym podpisać – i my, i Player. Więc to była główna energia: skupmy się i zróbmy to dobrze.

Janek: O ile na kanale były już sytuacje, w których nakręciliśmy coś i podejmowaliśmy decyzję, że nie puszczamy tego, bo to jest poniżej jakiegokolwiek poziomu, to wiedzieliśmy, że tutaj nie może być takiej sytuacji. Jesteśmy zobowiązani i to co zostało nakręcone – musi zostać opublikowane, bo na to zostały przeznaczone pieniądze. Podczas pisania tekstu, działań na planie i postprodukcji, to w jakiś sposób nas mobilizowało do zdwojonej („poczworzonej”!) pracy. Trzeba było po prostu nie dać ciała.

Marek: Bez chodzenia na jakiekolwiek kompromisy.

Jan: Podczas rozmów od początku mówiliśmy, że nie możemy zagwarantować, że ten program się przyjmie, że będzie dobry i unikniemy klapy. Ale zawsze mówiliśmy, że możemy zmniejszyć prawdopodobieństwo niepowodzenia, jeżeli będzie to w 100% po naszemu. Zależało nam na tym, abyśmy mieli na każdym etapie naprawdę ostatnie słowo.

Marek: No i wyznacznikiem było dla nas to: czy po zmontowaniu i obejrzeniu tych rzeczy, bylibyśmy w stanie wrzucić to na kanał.

Follower: Jesteście zadowoleni z odzewu?

Marek: My jesteśmy w tym momencie po premierze trzeciego odcinka, mamy jeszcze dwa przed sobą i – nawet teraz – boimy się mówić rzeczy typu: program się przyjął, program się nie przyjął. Wyniki są fajne, odzew widowni jest fajny, ale tak  naprawdę dopiero to, czy po finale tego sezonu będzie zainteresowanie, żebyśmy zrobili drugi – to jest wyznacznik.

Follower: W toku rozmów, udało Wam się m.in. wywalczyć, że program nie będzie przerywany reklamami. Blok reklamowy jest rzeczywiście tylko na początku. Duży odzew fanów z zagranicy sprawił też, że i im pozwolono obejrzeć „Teorie”, chociaż wcześniej ta opcja była zablokowana. Ewidentnie mobilizujecie Playera do zmian.

Marek: Widz youtubowy nie jest przyzwyczajony do takich telewizji internetowych, ponieważ został nauczony, że ma wszystko za darmo. Mało tego: jeszcze włącza AdBlocka i w ogóle ma wszystko za free. Tymczasem produkcja kosztuje, inwestor musi na czymś zarobić. I w tym przypadku są to reklamy. Mieliśmy ze strony Playera naprawdę fajną energię względem podejścia do widowni, którą my ze sobą sprowadzamy. Super, że się zgodzili, żeby reklam nie było w środku, ponieważ one trochę mogłyby rozwalać odcinek. Zetknęliśmy się na starcie także z sytuacją, że było sporo problemów technicznych z włączaniem filmów – niektórym się coś zacina, coś nie działa, itd. Na to wpływa mnóstwo rzeczy: różne przeglądarki, jakiś program zainstalowany na komputerze, brak ważnej wtyczki. Po prostu jest milion takich przeszkód i na szczęście ekipa techniczna Playera wyszła do widzów i praktycznie na każdy komentarz odpowiada prywatnie i jest w stanie pomóc. To już jest zaangażowanie osobiste: oni odpowiadają jeden do jeden.

Jan: Te sprawy rozwiązują indywidualnie. I bardzo się cieszymy, że tak się złożyło, że nasi widzowie z zagranicy mogą obejrzeć teraz te nowe odcinki.

Marek: Nie ograniczajmy możliwości, zwłaszcza jeżeli widzowie w tak dużej ilość – bo komentarzy było mnóstwo – piszą: „hej, siedzę za granicą, a chcę was obejrzeć”.

Follower: Właśnie. Wasi stali widzowie w większości bardzo dobrze zareagowali na tę współpracę. To jest właściwie odwrotna sytuacja niż zazwyczaj u youtuberów. Bo często mamy kogoś, kto np. dowcipnie robi jakieś unboxingi przed kamerą w telefonie i… nagle ma kontrakty reklamowe za miliony monet, a to rodzi komentarze typu „sprzedałeś się”.W Waszym przypadku… jakby wszyscy czekali, aż Wam się zacznie twórczość zwracać. Kiedy „Spidersweb” napisał, że „sprzedaliście się z klasą” – wiele osób oburzyło się o to określenie.

Marek: Ja mam wrażenie, że my nie ukrywaliśmy, że jak tylko będzie opcja to się „sprzedamy”. Janek, Ty kiedyś coś takiego fajnego powiedziałeś, odnośnie do sprzedania się. Pamiętasz? Że w momencie, w którym bierzesz za coś pieniądze – nie jesteś z tego czegoś zadowolony i ktoś cię wrzuca na siłę w jakieś ramy, sam byś się pod tym nie podpisał – to to można nazwać sprzedaniem się. W tym przypadku, bardziej trafne określenie to: „fajna współpraca”.

Follower: Podobnie było z IKEĄ?

Marek: Tak. IKEA nam potwornie zaufała przy wypuszczaniu spotu i odbiór był naprawdę fajny. Ludzie mówili potem: „fajna nienachalna reklama, super, że w ten sposób IKEA podchodzi…”. Naprawdę, nie było ani jednego hejtu. W Playerze jest nowa formuła w jakiś sposób. Nigdy nie robiliśmy tak złożonych rzeczy, wrzucając widza w tyle historii naraz, w jednym odcinku. Teraz czytamy opinie i widzimy, że są oczywiście podzielone zdania. Są osoby, które mówią „fantastyczne, róbcie dalej”, takie, które mówią „bardzo mi się podoba, oprócz jednego z epizodów”, inne: „ten może być, ale te dwa nie podobają mi się wcale”.

Jan: Od początku istnienia grupy eksperymentujemy z różnymi seriami, z różnymi sposobami narracji i też z różnym poczuciem humoru. Bo, gdyby tak spojrzeć na te nasze „Shorty”, to w „Pogromcach przysłów” jest zupełnie inny humor niż w „Agencie 700” lub w „Chaosie”. To są zupełnie inne style i każdy z nich nam się podoba i nas pociąga.

Marek:  I przez to na przykład widzowie mogą czuć, że Teorie są nierówne. A my uwielbiamy różne konwencje i różny humor.

Jan: Ja uważam, że każda z tych odsłon jest niezbędna. Każda ma swój własny smaczek. Jaskiniowcy muszą być bardziej stonowani, po to aby Złodzieje mogli trochę przyatakować. Jagiełło już trochę płynie, a Grunwald jest bardziej skeczowy.

Follower: Widziałam dużo dyskusji, na temat przejść w programie: czy one są ironiczne?

Janek: Nie po to walczyliśmy o pełną niezależność i ostatnie słowo w reżyserii, montażu, obsadzie, żebyśmy chowali się teraz za „złymi producentami”. No nie. To wszystko jest naszym pomysłem.

Marek: Czołówka, przejścia..

Jan: Trochę smucą mnie te głosy, o których mówiłaś, bo wynika z nich, że ludzie nie mają do nas zaufania. Mimo czteroletniej pracy, oni dalej dopuszczają, że coś mogło być u nas przypadkowe, albo wynikać z braku świadomości, czy ze złego gustu. I szkoda. Bo przejścia są dla jaj.

Marek: Jeśli my pokazujemy kicz, to nas to w jakiś sposób bawi.

Janek: Właśnie, dlatego, że trzeba mieć świadomość, że to jest kicz. To jest zwolnione tempo, to trampoliny, głupie przebrania i głupie tło. I takim wprost odniesieniem są „Różowe lata 70.”, ale tam wszyscy wiedzieli, że konwencja wynika z dekady, o której opowiada serial. U nas jest takie: „zaraz, zaraz… czemu? skąd? dlaczego?”. A to jest to. Głupia radość, wolność. Po prostu sobie skaczemy i się śmiejemy do kamery.

Marek: Jako że my mieliśmy ten program już w głowie od bardzo długiego czasu, to pod wszystkim się podpisujemy rękami i nogami. I krytykę, jeśli coś się komuś nie podoba, bierzemy na siebie. Taki program chcieliśmy zrobić.

Janek: Z takimi przejściami i taką czołówką. Niektórzy ludzie ją widzą i myślą: „eee, zwolnione tempo, typowy TVN”. Nie. Taką czołówkę zrobilibyśmy i na naszym kanale, i na innej stacji. Marek i Janek idą po prostu przed siebie, idą ku przygodzie i… jeden się wywala. Trochę nam chodzi o to, żeby zawsze jakiś poziom napompowania zbić.

Follower: Niektórzy widzowie trochę kombinują: a to jak zobaczyć odcinki bez zdejmowania AdBlocka, a to jak je pobrać na dysk…

Marek: Dla nas od początku najważniejsze było to, żeby widzowie to mogli zobaczyć. Dogadaliśmy się z Playerem tak, że jedyna cena, którą tak naprawdę przychodzi zapłacić, to zobaczenie tych reklam na początku – i tyle. Jeśli widzowie nam piszą, że reklam jest za dużo, to jest nam przykro, ale w takim razie kompletnie nie rozumiemy naszych kierunków: po co to robimy i na jaką skalę chcemy wskoczyć. Ale wiadomo, że każdy ma prawo do swojego zdania. Nie chcesz przeboleć reklam, nie oglądaj. Po prostu.

Janek: Ktoś też skomentował: „więcej wyświetleń, więcej pieniążków dla was”. Nie, my naprawdę nie mamy z tych wyświetleń przecież procentów żadnych. Już jest po, po planie, po wszystkim. Teraz jest tylko promocja i nam zależy, żeby zobaczyło nas jak najwięcej ludzi, aby się mogli przekonać, czy im to odpowiada czy nie. Części się spodoba, części się nie spodoba, ale żeby w ogóle móc ocenić program, trzeba go zobaczyć. On też musi znaleźć swoją widownię.

Follower: Śledzicie grupę „Darwiniści” na bieżąco?

Janek: Tak, ale ja się tam nie udzielam za bardzo i ludzie zaczynają się pytać dlaczego.

Marek: Mam już na to pewien pomysł: pewnego dnia ja zniknę…

Janek: No świetnie!

Marek: …i ty się pojawisz.

Janek: Aha.

Marek: Wymienimy się i powiemy wszystkim: no, minął rok, dyżur Marka się skończył. To będzie super!

Janek: Yhy, szkoda, że zdradziliśmy to właśnie.

Marek: Nie no, to się wytnie.

Follower,: Off the record, okay. [Ups! – dop. red.]. Jest jeszcze jedna teoria spiskowa. Wątek „boski” nie wszedł do „Teorii”, bo jest za bardzo kontrowersyjny. Prawda czy fałsz?

Janek: Nie było nigdy takiego planu, aby tam był. Nikt nam też nie powiedział: nie, bez tego.

Marek: Chcieliśmy też mieć po prostu sytuację carte blanche, zacząć na Playerze serię, która będzie miała tak samo ciekawe postacie. To ograniczenie ryzyka. Gdybyśmy wzięli postacie z „Konfliktów” do „Teorii” i to by był niewypał, no to mamy po postaciach Rafała i Sławka, i po programie.

Janek: Wtedy byłoby, że sprzedaliśmy Rafała i Sławka. Oni należą po prostu do „Konfliktów” i częściowo do „Shortów”.

Marek: My chyba mamy emocjonalny stosunek do tych postaci, do tych naszych małych dzieci. Chcemy się nimi opiekować dobrze i skończyć tę historię, żeby im się nie stała żadna krzywda wizerunkowo-jakościowa.

Follower: Ten wątek będzie zamknięty?

Marek: „Konflikty” skończą się po 29 odcinkach i historia Rafała i Sławka skończy się w ich ramach.

Follower: To już dość rozbudowana historia. Czy planowaliście jej rozwój od pierwszego filmiku, czy może pomysły pojawiały się z jednego odcinka na drugi?

Janek: Pierwszym rzutem było osiem „Konfliktów”. To był pierwszy set, nagrany w cztery dni, po dwa konflikty dziennie – i to była seria, którą sobie zaczęliśmy i, gdyby się nie przyjęła, to byśmy ją na tym zakończyli. Jakimś cudem się przyjęła, zwiększyła się liczba widzów, odezwał się do nas Gonciarz, żebyśmy zrobili zastępstwo w „Zapytaj Beczkę” – i ruszyło. Potem zaczęły powstawać następne „Konflikty” i pamiętam, że tak powolutku tworzyliśmy sobie tę naszą mitologię, chociaż jeszcze przy „Hitlerze i Sądzie Ostatecznym” nie mieliśmy w planach prequela. Jak już faktycznie zobaczyliśmy, że ludzie lubią Rafała i Sławka, poczuliśmy, że jest potencjał w opowiedzeniu jakiejś albo dalszej albo wcześniejszej historii ich znajomości. Zaczęliśmy planować. Wiedzieliśmy, że „C.H.A.O.S.” będzie kręcony za jakiś czas, więc możemy sobie powpuszczać w odcinki różne rzeczy. W „Piekle 2.0.” – ja mówię „chaos” na końcu, a jak kręciliśmy „Beczkę”, to przy okazji nagraliśmy moje spadanie z nieba – bo byłem w białym kostiumie Sławka, więc wiedzieliśmy, że możemy to od razu nagrać. To samo równolegle robimy ze wspólnym wątkiem Agenta 700, Syndykatu Syk Żmij i Mistrza Motyla. Bo o ile Marek zawsze pisze pierwsze wersje tekstów, o tyle ja trzymam pieczę nad chronologią, kontynuacją wydarzeń, przeplataniem się, co się musi wydarzyć, co jeszcze nie może, w którym roku się to wydarzyło, albo wydarzy itd.

Marek: Nas te postacie ciągną. Wychodzimy z postacią do widzów, okazuje się, że jest dla nich interesująca, chcą ją jeszcze raz zobaczyć, sprawdzić, co robi i dokąd zmierza. Rafał i Sławek stali się w pewnym momencie tak ciekawi, że mieliśmy mus opowiedzenia ich historii dalej.

Follower: Postacie w „Teoriach” są nowe, ale czy zobaczymy tam aktorów, występujących już u Was na kanale?

Janek: Tak! Są zarówno debiutanci, jak i ludzie, z którymi kiedyś nasze drogi się przecięły. Mieliśmy okazję zagrać z trójką naszych pedagogów. To niesamowite, że mogliśmy się tak właśnie spotkać w pracy: nie przypadkiem, ale to my ich zaprosiliśmy do danych ról, a oni się zgodzili. Na przykład Starzec z pierwszego odcinka z Jagiełły, uczył nas wiersza. To jest świetny, krakowski aktor.

Follower: Nie krępujecie się ich reżyserować na planie?

Janek: Nieeee, bo to jest krótka piłka. Oni przychodzą i mają wszystko gotowe. Są świetni.

Marek: Obsadzamy w ten sposób, że znamy aktorów, widzieliśmy ich na scenie, wiemy, że z materiałem sobie poradzą świetnie. Po prostu odpuszczamy i mówimy, że my chyba byśmy tu woleli tak albo tak, ale to są minimalne zmiany. Nic więcej robić nie musimy, bo oni to mają.

Follower: Kto teraz wchodzi w stały skład Grupy Filmowej Darwin?

Marek: Tak naprawdę stały trzon, to jest trzon techniczny. My jesteśmy z Jankiem u sterów produkcyjnie, scenariuszowo, reżysersko, montażowo. Jest Karol Pupiec, który jest odpowiedzialny za stronę techniczną, operatorską i łączenie wszystkiego w całość. On potworną robotę robi teraz w „Wielkich Teoriach”. Mam wrażenie że wykonuje funkcje trzech osób: zbiera całość do kupy i całą tę postprodukcję trzyma w ryzach. Wszystko przechodzi przez niego. Raz na jakiś czas widzi słońce.

Janek: No i jest Marek „Marobot” Wodziński, który od długiego czasu już robi u nas efekty specjalne, grafiki, animacje…

Marek: On to już w ogóle słońca nie widuje. Jego dom jest teraz małym studiem efektów specjalnych i, co jest niesamowite, w „Teoriach” wszystkie efekty specjalne i grafiki robił on sam. Mamy sporo osób, które dochodzą na zlecenia, albo na konkretne projekty. Od jakiegoś czasu mamy na planie fotosistę Filipa Pasternaka, pracujemy z charakteryzatorką Magdaleną Tarką. Wszystkie te osoby są ruchome: mamy ten trzon, a resztę dobieramy według bieżących potrzeb. Tak jest najwygodniej i najefektywniej.

Follower: Jak wygląda proces powstawania filmiku od momentu powstania tekstu?

Janek: Rzeźbimy w tekście tak, że jak już jest „klepnięty”, to my już go prawdopodobnie znamy na pamięć.

Marek: Wtedy dajemy znać np. Karolowi, co będziemy teraz robić i kto będzie grać. Spotykamy się, rozmawiamy o tym, jak my to widzimy. Ja jestem w kontakcie z Marobotem, proszę, aby sobie przemyślał, co potrzebuje, żebyśmy zrobili na planie, żeby było mu potem prościej przy efektach.

Follower: Czym się zajmujecie w tej chwili i co będziecie robić w najbliższej przyszłości?

Janek: Teraz jesteśmy po tej dla nas największej robocie: po montażu. Czasem jeździmy do Karola, żeby popatrzeć, jak robi kolory. To się sprowadza do nadzoru, już nie musimy siedzieć od rana do nocy, robiąc, robiąc, robiąc.

Marek: My to już naprawdę miesiąc do przodu planujemy. Na pewno będziemy pracować i to jest pewne. Zobaczymy tylko gdzie i co. Przyjdzie może moment odpoczynku w Święta, żeby naładować baterie, ale teraz… dużo się dzieje.

Rozmowę przeprowadziła Ola Kozicka

9 I like it
0 I don't like it
Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest