Wywiad: Kasia Gandor

Rozmawiamy m.in. o różnicach między blogowaniem a nagrywaniem, barwnej gestykulacji i życiowym balansie.

Pod jednym z filmów Kasi znalazłam komentarz: „Chcę być Tobą!”. Pomimo, że lubię być sobą, to czasem mogłabym mieć więcej z Kasi. Pierwsze wrażenie po włączeniu filmiku: piękna, szczupła dziewczyna (po szybkim researchu szybko dowiecie się, że Kasia pracowała m.in. jako modelka). Drugie wrażenie: mądra dziewczyna. Trzecie wrażenie: bardzo mądra dziewczyna. Konwencja większości jej filmików, to rozwijanie, z pozycji studentki biotechnologii, tematów, które są szeroko dyskutowane w mediach i „internetach” (jak szczepienia, homeopatia, ujemne kalorie), powołując się na aktualne i sprawdzone źródła. Youtuberka tonuje, a nie podgrzewa atmosferę – tłumaczy, a nie piętnuje. Oprócz nagrywania, Kasia od dawna prowadzi bloga i rysuje świetne humorystyczne obrazki (jedne z tych, które zapewne widzieliście gdzieś kiedyś na kwejku, ale miały obcięty podpis – „Kasi Rysik”). Jakby tego było mało, żeby wpędzić w kompleksy wszystkie leniwe bułki, jest wegetarianką, ćwiczy jogę, angażuje się w liczne akcje charytatywne i społeczne. Kasiu, jak żyć?

Follower: Pokazujesz jak pracujesz, uczysz się, ćwiczysz, odżywiasz, angażujesz społecznie i w ogóle żyjesz uważnie. Czy samodyscyplina to w Twoim przypadku bardziej cecha charakteru czy coś co wyćwiczyłaś sobie z czasem?

Kasia: Wiesz, ja sama jestem swoim największym krytykiem i uważam siebie za śmierdzącego lenia. Jednak, w obiektywnej skali, kiedy porównuję siebie z innymi, wydaje mi się, że jestem dość sumienna. Jest to raczej cecha charakteru. Mam tak od zawsze, nie muszę się nad tym specjalnie pochylać.

Follower: Określasz siebie jako osobę mocno zawziętą (np. do odhaczania kolejnych celów), czy raczej posiadającą dobry balans życiowy?

Kasia: Wydaje mi się, że od jakiegoś czasu mam już taki zdrowy, dobry balans. Jestem w stanie z wielu rzeczy rezygnować, nauczyłam się odpuszczać. Zdecydowanie nie nazwałabym siebie zawziętą.

Follower: Kiedy przedstawia się Twoją osobę w mediach, zazwyczaj jesteś określana jako „kiedyś modelka, dziś studentka biotechnologii”. Ciekawa jestem w jakim stopniu to jest jakaś Twoja świadomie kreowana „story”? A może jest to już nieco irytujące?

Kasia: W moim myśleniu o sobie fakt, że byłam modelką jest już praktycznie zapomniany. To było tak dawno temu i tyle rzeczy się wydarzyło od tego czasu… Natomiast zdaję sobie sprawę, że to jest coś chwytliwego. Coś, co wprowadza element zaskoczenia i trochę czyni może ze mnie postać nieco mniej oczywistą. Dlatego też świadomie nadal komunikuję, że istniał taki epizod w moim życiu.

Follower: Podobno zrezygnowałaś z tamtej pracy, bo nie podobał Ci się showbiznes. Czy, stając się youtuberką, nie zbliżasz się do niego ponownie?

Kasia: Tak, zbliżam się, ale mam wrażenie, że teraz wchodzę w showbiznes na moich warunkach, a nie dostosowuję się do jakiegoś zestawu reguł, które już obowiązują. Kiedy jesteś youtuberem, masz o wiele większą kontrolę nad tym, co się dzieje wokół ciebie. Z kim pracujesz, jakie propozycje odrzucasz, gdzie się pojawiasz, w jaki sposób się pojawiasz, co sam wrzucasz do sieci, jakie rzeczy udostępniasz innymi, itd. Kiedy się jest modelką, ma się na to na pewno mniejszy wpływ, a przynajmniej na początku, kiedy zaczyna się karierę.

Follower: Środowisko modowe, blogowe, akademickie, youtubosfera… – czy łatwo aklimatyzujesz się w różnych grupach?

Kasia: Sama nie wiem. Nie mam poczucia, że jestem… hmm… taka szczególnie wybitnie płynna w przechodzeniu z jednego towarzystwa do drugiego, ale też nie jest to dla mnie jakimś strasznym wyzwaniem i problemem. Myślę, że jestem w stanie się dostosowywać na normalnym, przeciętnym poziomie.

Follower: Jako Twoja zarówno czytelniczka, jak i widzka, odnoszę wrażenie, że w filmikach jesteś nieco łagodniejsza niż w artykułach. Czy to świadoma kreacja?

Kasia: Nie zmieniałam stylu wypowiedzi do końca świadomie, ale teraz, jak sobie o tym pomyślę, jest to oczywisty zabieg. Kiedy produkujesz treść video, Twój odbiorca ma z Tobą kontakt na wielu różnych poziomach: i Cię widzi, i Cię słyszy, i może Cię ocenić, zobaczyć jak wyglądasz, słyszeć twoją intonację, widzieć gestykulację, itd. Na piśmie ten kontakt jest mocno ograniczony i, żeby przykuć uwagę, i dostarczyć odbiorcy rozrywki, musisz się posuwać do bardziej ostatecznych zabiegów, czymś go „zaatakować”. W piśmie zawsze dobrze się czułam w ciętej satyrze i czarnym humorze. Natomiast, kiedy już się pojawiam w całości, i przechodzę w formę video, to przekaz robi się automatycznie łagodniejszy.

Follower: Poruszasz w wyważony sposób tematy, które łatwo podburzają ludzi. Czy są jakieś kwestie, które sprawiają, że „Kasia aż się cała gotuje”?

Kasia: Jest wiele tematów altmedowych, które wywołują we mnie… może nie jakąś wściekłość… ale frustrację i opadanie rąk. To nie jest tak, że, kiedy robię spokojny filmik o homeopatii lub szczepieniach, to te tematy nie uruchamiają we mnie żadnych uczuć. Wychodzę jednak z założenia, że dobra edukacja wymaga tego, aby moje wypowiedzi były pozbawione jakichś emocjonalnych, ideologicznych wstawek – tylko wtedy mam szansę być skuteczna. Staram się operować faktami, a nie emocjami.

Follower: Klasyka YouTube’a: crossy, tagi, challenge… Czy planujesz tego typu filmiki? Na ile się widzisz w tych konwencjach?

Kasia: Jeżeli chodzi o crossy – to tak. Właściwie to nawet mój pierwszy cross mam już za sobą, bo byłam gościnnie u Astrofazy. Drugi też się już szykuję, ale na razie nie chcę o tym więcej mówić, bo jest jeszcze w fazie powijaków. [Już nie jest, Kasia gościła na swoim kanale Radka Kotarskiego z Polimatów. – dop.red.] Ale YouTube jest dla mnie wciąż bardzo nowym miejscem i nie wszystko jest dla mnie zrozumiałe. Są wciąż rzeczy, przed którymi się wzdrygam i ich unikam, ale przypuszczam, że to wynika ze wspomnianego braku wyczucia tej platformy.

Follower: Wspomniałaś w niedawno udzielonym wywiadzie, że definiujesz się obecnie bardziej jako youtuberka niż blogerka. Co na to wpłynęło: czy to, że jesteś lepiej słyszana, czy może okazało się, że lepiej Ci się nagrywani niż pisze?

Kasia: Od pewnego czasu musiałam się zmuszać do pisania, żeby zachować jakąś regularność w zamieszczaniu postów na blogu. Do tego, pisząc, docierałam do o wiele mniejszej grupy ludzi niż teraz. To w pewnym momencie stało się frustrujące. I zasięgi są większe, odkąd posługuję się formą video, i moja frajda z tworzenia tych materiałów. Mam tu większe pole do popisu w kreatywnej warstwie: jak film będzie zmontowany, jakie będą animacje i klimat filmu, jak będzie poprowadzona narracja, itd.

Follower: Kasi Rysik też zyskał dzięki filmom drugie życie, prawda?

Kasia: O, tak. W ogóle mam o wiele większą swobodę niż wtedy, kiedy pisałam. Dodatkowo mam wrażenie, że YT jest o wiele bardziej zajawkową społecznością, gromadzą się tu ludzie którzy mają potrzebę, żeby dać ci feedback w stosunku do tego, co tworzysz. Robią to bardzo chętnie i są bardzo rządni kontaktu, a to bardzo mnie motywuje, aby robić więcej i lepiej

Follower: Muszę Ci powiedzieć, że masz bardzo zaraźliwą gestykulację.

Kasia [Śmiech.]: Nie byłam świadoma, że mam jakąkolwiek gestykulację do czasu aż zaczęłam nagrywać. To jest rzecz, o której ciągle myślę: powinnam opanować te moje gesty, bo momentami ja sama, jak montuję, nie mogę się skupić na tym, co mówię bo patrzę na moje ręce.

Follower: Ja ją lubię.

Kasia: Powinien w takim razie ucieszyć Cię fakt, że na razie moje starania, żeby ją okiełznać są nieudane. Po prostu nie umiem tego zrobić.

Follower: Twoje filmiki są pełne detali, z pewnością wymagają dużego researchu i częstego aktualizowania wiedzy. Czy kiedy wrzucasz nowy, to stresujesz się, że ktoś może wytknąć Ci jakieś potknięcie, czy też jesteś spokojna i pewna tego, co właśnie nagrałaś?

Kasia: Wiesz, nie mam problemu z tym, że ktoś obnaży, że się pomyliłam, bo akceptuję to, że mogę się pomylić. Natomiast staram się zawsze być na tyle dobrze przygotowana i mieć na tyle dogłębnie zrobiony research przed odcinkiem, żeby mieć poczucie, że celowo niczego nie zakłamałam i podałam informacje w maksymalnie obiektywny, rzetelny sposób. Mam również poczucie, że ewentualna pomyłka nigdy nie będzie wynikać z moich złych intencji, więc gdyby się zdarzyła, to nie będę miała żadnego problemu, żeby się do niej przyznać.

Rozmawiała Ola Kozicka

7 I like it
0 I don't like it
Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest