Nowe Medium w Starym Kinie: kanały YouTube o sztuce krytyki filmowej i nie tylko.

film1

Kiedy ostatnio oglądaliście dobrą recenzję filmową? Albo produkcję poświęconą sztuce filmowej, kadrowaniu, kompozycji ujęć? 

 

PERŁY Z LAMUSA

Weekendowy Magazyn Filmowy, który był emitowany raz lub dwa w tygodniu, został w marcu dyskontynuowany. 2016 to także rok, w którym zakończono nagrywanie legendarnego programu Kocham Kino. W prime time pojawiają się fragmenty programów informacyjno-kulturalnych. Świat się Kręci Oliviera Janiaka emitowany na TVN oferuje w pigułce przegląd wydarzeń kulturalnych z minionego tygodnia, gdzie rozmowy o filmie zazwyczaj promują aktualne blockbustery i hity kinowe.

Preferencje widzów się zmieniają, zmienia się i telewizja. 

TV być może nie jest już ta sama, co w latach dziewięćdziesiątych, kiedy pokolenie dzisiejszych około-trzydziestolatków oglądało ją, jako dzieci, z zapartym tchem. Jeśli ktoś cierpi na syndrom „nic nie ma w telewizji”, to jest zmuszony sam sobie odszukać gdzie indziej treści ważne, interesujące, mogące czegoś nauczyć.

Programy publicystyczne o kinie, opowiadały o filmie jak o sztuce level hard, bo jest on przecież tak naprawdę eklektyczną jednością wszystkich sztuk: dźwięku, teatru, obrazu, słowa, kadru, fotografii i wielu innych, o których widz prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy, dopóki mu tego nie pokaże palcem ktoś znający się na rzeczy.

Treści nie mieszczące się w ramówce TVP znajdują odbiorców przy monitorze komputera. Jednym z takich zmartwychwstałych programów o tematyce filmowej jest Kinomaniak z kanału telewizyjnego TV4, przez wielu określany jako kultowy. Prowadzący Artur Pietras wykorzystywał dany mu czas antenowy po swojemu. Opowiadał o filmach bez zbędnej hiperbolizacji, nie rozpływał się nad kasowymi produkcjami, lecz mówił jak jest, wznosząc toast szklanką mleka.  Po dziesięciu latach Kinomaniaka, w tej klasycznej formie, zdjęto z anteny:  został zredukowany do fragmentów programu, przypominających reklamę aktualności kinowych. Na YouTubie powstał natomiast „nowy” kanał: Artur Kinomaniak Pietras, który jest prowadzony w tej samej konwencji, co jego pierwowzór onegdaj na TV4. Nie obyło się bez przeszkód, gdyż autor musiał znaleźć wyjście z problemu naruszeń prawa autorskiego, korzystając z fragmentów filmów w swoich programach. Obecnie na kanale wciąż pojawiają się recenzje i wywiady w klasycznym stylu pana Pietrasa.

 

 

MÓJ JEST TEN KAWAŁEK PODŁOGI

Świat filmu to prawdziwy temat rzeka, dlatego też twórcy internetowi szybko znajdują swoje poletko do kultywowania oryginalnych i ciekawych motywów. Jednym z takich kanałów, zajmującym się aspektami filmu wcześniej nie poruszanymi na łamach telewizji, jest Na Gałęzi autorstwa Marcina Łukańskiego.  Absolwent Krakowskiej Szkoły Filmowej, za dnia operator i montażysta, w wolnej chwili dokonuje analiz pod kątem technicznym i realizacyjnym w odniesieniu do produkcji kinowych. Pierwszy kontakt Marcina z kamerą miał miejsce za czasów, gdy pracował dla TVGRY.pl. Nagłe zainteresowanie jego autorskim kanałem zaczęło się po publikacji materiału na temat ruchu aktorów w filmach Spielberga. W wywiadzie dla radiowej czwórki Marcin wspomina, że nie spodziewał się takiego odzewu: chciał jedynie zaprezentować to, czego wydawało się brakować na polskich kanałach informacyjnych. Wśród publikacji Na Gałęzi znajdziemy między innymi merytoryczny materiał o tym, co czyni film prawdziwie „filmowym”, jak emocje są przekazywane na poziomie niewerbalnym, jak na odbiór obrazu wpływa kompozycja, montaż, kolory świateł oraz ruch kamery.

Obecnie fanpage Marcina na Facebooku ma ponad 10,000 polubień, a kanał na YouTube ponad 98.000 subskrybentów. Jego produkcje ewoluują. Poza technicznymi aspektami sztuki filmowej możemy obejrzeć humorystyczne wstawki Co jest nie tak z…, zainspirowane Everything wrong with… z anglojęzycznego kanału CinemaSins lub też cykl FAQ, w których opowiada o tym, jak wybrać dobrą kamerę, albo co daje szkoła filmowa.

Swoją niszę znaleźli także prowadzący kanał Sfilmowani, w którego skład wchodzą Dawid Adamek, Agnieszka Pisarek oraz Michał Urbański. Za główną metodę działania obrali sobie format recenzji, bazując na emocjach pierwszego wrażenia. O premierach nagrywają tuż po zakończeniu napisów końcowych, gdy jest to możliwe jeszcze na pustej sali kinowej, gdy wszyscy inni widzowie rozejdą się kolejno w swoją stronę. Mówią szczerze, z serca, nie udają akademickiego rozkładania scen na czynniki pierwsze. Pomimo, iż deklarują dyletanctwo, widz odnosi wrażenie, że znają się na rzeczy. Poza nowym podejściem do tradycyjnej krytyki, publikują także zestawienia filmów, które koniecznie trzeba zobaczyć, jak i te na które szkoda życia; rankingi ulubionych filmów półrocza oraz ciekawy w swej formule cykl Nadrabiamy zaległości, w którym to dyskutują o zjawisku powszechnie znanym, czyli o popularnych filmach, których nie mieli okazji jeszcze zobaczyć. Słucha się ich lekko i przyjemnie, a Sfilmowani potrafią zwerbalizować to, czego zwykły śmiertelnik nazwać nie umie.

 

IT’S IN THE GAME

Wydaje się, że w dobie komunikacji informacyjnej, bardziej niż kiedykolwiek, powracamy do kultury rzemieślniczej. W obecnych czasach mnogości wszystkiego wydawać by się mogło, że należy się szybko wyspecjalizować, chociażby dla spokoju i zbalansowanego zdrowia psychicznego. Nie można być dobrym we wszystkim, ale przy kreatywnym podejściu do zgłębiania wiedzy atrakcyjnej dla konkretnej grupy docelowej, można wyspecjalizować się w pewnej niszy i czerpać z tego korzyści. Niech każda mama – która 10-15 lat temu prosiła swą latorośl, by zostawiła już te durne gry – spojrzy w lustro i przyzna się sama przed sobą, że gdyby na te strzelanki zezwoliła, to jej dziecko teraz prawdopodobnie siedziałoby w zagranicznej filii biura CD Projekt RED. A tak to odchowała jakiegoś tam prawnika czy inną nauczycielkę. No cóż, żal – dla jednych, błogosławieństwo – dla tych, którzy jednak wytrwali w swoich pozornych „dziwactwach”.

W zestawieniu nietuzinkowych, alternatywnych źródeł czerpania wiedzy o sztuce filmowej, nie można nie wspomnieć o tych, które się ściśle kinem nie zajmują, a jedynie jego małym wycinkiem, potencjalnie interesującym dla wybranego targetu. Jednym z takich twórców wydaje się być UncleMroowa, który jako pasjonat gier i anime dostarcza swoim subskrybentom przemyśleń na temat filmów, bazujących głównie na grach i komiksach. Podobnie, chociaż w szerszej skali, działa Ichabod: założyciel bloga o tematyce geekowej i popkulturowej oraz kanału na YouTube pod tą samą nazwą. Poza recenzjami filmów ważnych i na czasie, omawia także produkcje na podstawie komisów lub gier, zarówno te nowsze, jak i zapomniane.

Pokrewnym nurtem wyspecjalizowania warsztatu dla zaspokojenia konkretnej widowni, wydaje się być kanał Poznać Kino, który, poza tradycyjnymi recenzjami i zestawieniami, zajmuje się także klasykami kina Polskiego, takimi jak Nie Lubię Poniedziałków czy Va Bank, jak również prezentuje historię kina oraz niezwykłe życiorysy ludzi wielkiego ekranu.

 

ŻYCIE, ŻYCIE, JEST NOWELĄ

Jeśli ktoś twierdzi, że serial to młodszy brzydszy i nie tak bystry brat klasycznego filmu powinien zapoznać się z opracowaniami kanału jakbyniepaczec, którego twórcy odnaleźli swoją jedyną i niepowtarzalną niszę: seriale (nie mylić z sitcomami). Autorski program youtubowy Kai i Janusza niedawno obchodził drugie urodziny i rozwija się dynamicznie. Oni zajmują się tematem bardzo poważnie. Ostatnimi laty seriale stały się bardzo złożone, stawiają nie tylko na chwytającą fabułę, ale także na rozwój postaci, piękne ujęcia, grę kolorem i światłem, czyli wszystko to, co oferuje dobre kino, lecz w cotygodniowych odsłonach. Jakbyniepaczeć zajmują się nie tylko zapowiedziami premier, ale także omawianiem konkretnych odcinków serii i podsumowaniami sezonów seriali dobrze nam znanych i kultowych.

W odsłonach Serialowa Teoria Wszystkiego, opowiadają, czego możemy się spodziewać w kolejnych sezonach seriali, które zdołały już zyskać sobie wierną widownię – takich jak chociażby House of Cards – lub spekulują, czego można się spodziewać po spin-offie Breaking Bad, Better Call Saul zanim produkcja oficjalnie doczekała się premiery w telewizji. Przegląd Techniczny ma format informacyjny o kulisach powstawania seriali, natomiast Krótka historia… poświęcona jest tematyce przeróżnej acz wciąż okołoserialowej. Starają się odpowiedzieć na pytania takie jak: dlaczego polskie seriale są złe i czyja to wina? czym są easter eggs? skąd się wzięli antybohaterowie? Ich film Językowa masakra, czyli jak kaleczą polski w zagranicznych serialach został nawet nominowany do nagrody w tegorocznej gali Grand Video Awards.

W poszukiwaniu większej publiczności i świeżych tematów jakbyniepaczeć postanowili także przeprowadzać wywiady z innymi miłośnikami popkultury, dzięki czemu dowiecie się, jakie seriale wpłynęły na Człowieka Wargę lub dlaczego Grzegorz Dakann Barański uważa Suits  za nic więcej niż guilty pleasure. Serial, jak i kino w klasycznym tego słowa znaczeniu, rozwija się i zaskakuje coraz bardziej, a jakbyniepaczeć jest wciąż na tropie nowych trendów i trzyma rękę na pulsie. Za ich namową każdy znajdzie dla siebie coś, co z czystym sumieniem po obejrzeniu uzna za wartość dodaną ku lepszej jakości życia.

 

O FILMIE, W FILMIE, W RAMACH FILMU

Twórcy internetowi mają to do siebie, że są niezwykle kreatywni co do formy prezentacji treści. Jest to prawda stara jak internet, ale nie przestaje zaskakiwać, zwłaszcza wtedy, gdy można odkryć coś, co wcześniej odkryte nie zostało. Mam tu konkretnie na myśli  potencjalny aspekt komediowy w tradycyjnej recenzji filmu.

Kanału Mietka Mietczyńskiego vel Masochisty przedstawiać nie trzeba. Nagrania, kiedyś produkowane z nudów, okazały się być rozklikiwane jak świeże bułeczki. Sam zainteresowany przedstawia nam swoją pracę następująco: „pseudorecenzje polskich filmów pseudostreszczenia lektur maturalnych pseudoprowadzący i chuj wie co jeszcze polecam jak listy na poczcie”. Propozycje Miecia są stworzone po to, aby absolutnie nie brać ich na poważnie, bo w życiu nie tylko o powagę chodzi. Recenzje Masochisty bardziej przypominają streszczenie fabuły z dodatkiem komentarza, ale przede wszystkim są świetnym materiałem komediowym z elementem edukacyjnym w tle. Warto wiedzieć, co jest złe, aby rozpoznać, co dla nas dobre.

Dobre recenzje słabych filmów są wstępem do kolejnego wątku, a mianowicie tworu jakim jest antynagroda. Wytwór ten jest dość świeży w Polsce, aczkolwiek w Stanach Zjednoczonych Złote Maliny (Golden Raspberry Award, Razzie) są przyznawane od 1981 r. Zostały one wymyślone przez krytyka filmowego Johna J.B. Wilsona.  Ta antynagroda, wedle tradycji, powinna być przyznana w przeddzień wielkiej i wyczekiwanej gali Oskarowej. Wielu na nią zasłużyło, nieliczni odebrali osobiście. Jak do tej pory jedynie cztery osoby pofatygowały się na wręczenie pozłacanego owocu, a byli nimi: Paul Verhoeven oraz Tom Green jako najgorszy reżyser (Showgirls, Luźny Gość) oraz Halle Berry i Sandra Bullock, jako najgorsze aktorki za filmy Catwoman i Wszystko o Stevenie.

Polski odpowiednik Złotej Maliny zwie się Gala Węże i działa od 2012 r. Węże to tak naprawdę sztab krytyków filmowych -takich prawdziwych, z dyplomami – którzy w wolnych chwilach pastwią się nad bylejakością kina, prowadzą fanpage na Facebooku, kanał na YouTubie i celnie acz boleśnie uderzają w samo sedno sprawy.

Sama uroczystość to rzeczywiste wydarzenie. Odbywa się około pierwszego kwietnia i okazuje się, że polska scena filmowa ma dużo większe poczucie humoru niż poważni aktorzy i artyści z dalekiego Hollywood. Co roku frekwencja dopisuje, a goście, zarówno aktorzy jak i np. graficy odpowiedzialni za plakaty promocyjne, dziękują jury za uznanie.

Obrywa się wszystkim bez wyjątku – jeśli tylko na to zasłużyli. Nie ważne czy nominowany jest dyrektorem teatru (Tomasz Karolak), gwiazdą reklam i seriali, próbującą sił w swoim pierwszym trudzie filmu pełnometrażowego (Barbara Kurdej-Szatan).  Krauze lub Zanussi to także nie święte posągi. Nie liczy się nawet, czy jest to wschodząca gwiazda i nadzieja Polskiej młodej sztuki reżyserskiej, jak Maciej Odoliński (puszczam oczko, mrugam-mrugam). Jeśli Statuetka Węża się należy – będzie ona dana. A kto się po nią pofatyguje – to już inna sprawa.

 

TAKI TAM PROGRAM Z HUMORKIEM

Mówiąc o kinie i nowej formie recenzji, nie można nie wspomnieć o Kinowym Ekspresie na kanale Dem3000 Jakuba Dębskiego. Pozostawiłam go na sam koniec wyliczanki, z prostego powodu, jakim jest trud dopasowania go do jakiejkolwiek z ram. Dem jest artystą płodnym, który świetnie odnajduje się zarówno w tworzeniu poradników, jak żyć (cykl Ogarnij Się – dzięki któremu lżej się oddycha), jak i rozstrzyganiu sporów: który jogurt deserowy jest bardziej godzien kupna. Wielokroć mówi o tematach nieśmiesznych w sposób zabawny, nie po to by rozhuśtać karuzelę śmiechu, lecz po to, by rozumna istota zatrzymała się na chwilę i zastanowiła nad porządkiem otoczenia.

Demowe recenzje także są ciężkim przypadkiem do zdiagnozowania. Nie można odmówić zabawnego tonu subiektywnych wypowiedzi, niemniej jednak Jakub sięga po produkcje przeróżne. W rozkładzie jazdy Ekspresu znajdzie się kilka zdań o kolorowych bajkach Pixara i nowych odsłonach ekranizacji komiksu.  Usłyszymy także kilka zdań o kinie moralnego niepokoju, problemach ludzkiej natury, niezgodności bohatera samego ze sobą lub próbach życia na własnych warunkach w restrykcyjnej kulturze narzuconej przez przodków. O ile te pierwsze są zaledwie wspominkiem, jako stały punkt programu, to obrazy kina np. irańskiego ruszają Jakuba na głębszym poziomie i o tych stopklatkach jest w stanie opowiedzieć więcej, mądrzej i ciekawiej. Bez modnej hipsteriady. On taki po prostu jest. Zapewne widz szybko dowie się, które filmy zdoła obejrzeć w „multiplebsie,” a które dostępne są jedynie w kinach studyjnych, których w małych miastach raczej nie ma, a szkoda.

 

THAT’S ALL FOLKS!

Dobiegł koniec wyliczanki. „Badania” do artykułu zajęły sporo czasu, a wyniki przechodziły długą drogę selekcji. Zarazem wadą jak i ogromną zaletą internetu jest natłok informacji i mnogość kanałów dystrybucji wiedzy. Jest więcej wspaniałych filmów i tajemnic kina do odkrycia niż kobiet płaczących na Casablance, a twórców internetowych tymi wątkami się zajmującymi zapewne więcej niż hipsterskiej młodzieży na Warszawskim Festiwalu Filmowym. Można teraz godzinami oglądać zwiastuny filmów których nie prędko szukać w kinach. Dopóki jest film, dopóty są recenzenci i krytycy gotowi omawiać wszystko klatka po klatce.

 

3 I like it
0 I don't like it
Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest