Felieton: Remont zrób-to-sam? YouTube na pomoc!

p3

Jakoś w okolicy zimy 2015 postanowiliśmy z moją Lepszą Połową odświeżyć mieszkanie. Z racji bardzo ograniczonego budżetu, uzgodniliśmy, że najlepszym sposobem na nadanie naszemu M nowego, świeżego wyglądu, będzie zamiana mebli: te z dużego pokoju przenieśliśmy do małego i odwrotnie. Następnym krokiem do widocznej zmiany otoczenia, a zarazem stosunkowo niedrogim, było pomalowanie ścian. Widziałam wiele razy jak mój tata, który w sumie zna się na wszystkim, malował powierzchnie płaskie pionowe – i nigdy nie zajmowało mu to więcej czasu niż jeden weekend (plus sprzątanie). Entuzjastycznie uznałam, że w naszym przypadku będzie tak samo. Pominęłam niestety w mojej optymistycznej wizji jeden szczegół: jak wcześniej wspomniałam, mój tata na rzeczy się zna, my z Połową nie bardzo. W konsekwencji ostatnie muśnięcie pędzlem miało miejsce wiosną 2016.

Żebyście Wy nie musieli przechodzić przez to samo, postanowiłam zagregować filmy znalezione na YT, które to posłużyły nam w doktoryzowaniu się z wykończeniówek.  Disclaimer: niektóre filmy nie są ładne ani efektowne. Nie ma wymyślnych przejść między ujęciami, są kręcone kalkulatorem.  To produkcje przygotowane przez Panów Majstrów i ładność filmu jest tutaj sprawą drugorzędną, ponieważ nie na tym autorzy się znają i wcale nie muszą. Za to wiedza, jaką mają do przekazania: BEZCENNA.

Problem pierwszy: TAKIEGO WAŁKA!

Sytuacja wygląda następująco: wchodzę do sklepu wielkopowierzchniowego, nazwijmy go: „Wiodący Market Budowlany”. Jestem przygotowana, mam listę zakupów. Przeliczam ilość kolorów farb na zapotrzebowanie plastikowych kuwet (też się zdziwiłam, ale tak to się profesjonalnie nazywa; kot nie był pod wrażeniem). Idę do ściany z wałkami. Tak, cała alejka poświęcona tylko temu przyrządowi. Po horyzont. Wałki puchate, z krótkim włosiem, z fakturą przypominającą gąbkę,  na kijku lub bez. Tata po prostu podchodził, brał co trzeba i do kasy. Ja zaczynam panikować od tego dobrobytu. Zaczepiam pana w kombinezonie z logo sklepu, aby mi powiedział, co mam czynić. On odpowiada, że jest z działu hydraulicznego i nie może mi pomóc, bo on tędy tylko przechodził. W alejce z gresami jest jednak kolega i proszę się do niego zgłosić. Pędzę. Jest. Pytam. Pan prowadzi ze mną wywiad, jak lekarz chcący ustalić historię choroby ścian od momentu poczęcia, czyli wylania fundamentów pod blok. Musiałam się pomylić w zeznaniach, gdyż wałek, który wybrałam, ewidentnie nie współgrał z powierzchniami pionowymi w małym pokoju. Ponieważ mi na Was zależy i nie chcę abyście przechodzili przez te same frustracje co ja, gorąco polecam ten film, w którym dowiecie się jaki wałek służy do czego:

 

Problem kolejny: BIELSZY ODCIEŃ BIELI…

Wraz z Połową postanowiliśmy, że optycznie powiększymy nasze mieszkanko, stosując zestawienie niewielkiej ilości ciemnych kolorów z całkowicie białymi ścianami. Dość szybko pożegnaliśmy pierwotną zieleń, przykrywając ją granatem, natomiast trudności zaczęły się przy tym bardziej pospolitym odcieniu farby. Wykalkulowaliśmy sobie, że skoro bieli potrzeba nam najwięcej, kupimy najtańszą, wprost proporcjonalnie do litrów w kubełku, a następnie jedynie poprawimy droższą. Cwano, że hej! Ten plan nie miałby wad, gdyby nie fakt, że zieleń wciąż i wciąż przebijała. Dodatkowo towarzyszyło nam wrażenie jakbyśmy rozprowadzali po ścianach wodę z majonezem. Kolejno kupiliśmy jeszcze kilka tanich zamienników, efekt podobny. Kubełki się piętrzyły, pracownicy WMB-u doradzali coraz gorsze emulsje. Nie twierdzę absolutnie, że nie znali się na rzeczy, może po prostu mieli inne doświadczenia. Sfrustrowani podliczyliśmy wydatki i wyszło, że bardziej opłacalnym byłoby kupno tej droższej od razu. Na samym końcu naszej drogi przez mękę stał uśmiechnięty Mario Budowlaniec, gotowy by nauczać, na tę właściwą ścieżkę naprowadzać:

 

 

Problem następny: MOŻNA ŹLE MALOWAĆ, A JAK!

Wałek, kuweta, patyk do miąchania farby, zabezpieczenia przeciwochalapaniowe… Wszystko jest i to dokładnie takie, jak tata od początku przecież mówił, żeby kupić i czemu ja się go nic a nic nie słucham?! Przyjęłam wszystko na klatę, bierzemy się za osprzęt, możemy malować. Lepsza Połowa rozpoczęła pracę od prawego narożnika przysufitowego. Ja, dla zachowania równowagi, macham pędzlem tuż nad podłogą. Wszystko idzie zgodnie z planem. Nasza pierwsza w pełni pomalowana na  śnieżnobiało ściana już za chwilę ukaże się naszym pełnym nadziei oczom. Nie będę budować napięcia, od razu powiem, że coś jednak nie wyszło. Smugom i przebiciom nie było końca. Ja już się bałam dzwonić do ojca po kolejne ziarna prawdy, pracowników WMB już sama omijam, bo zaczęli mnie rozpoznawać. Sfrustrowani zaczęliśmy wraz z Połową kwestionować ważność naszych dyplomów ukończenia uczelni wyższej, skoro nie jesteśmy w stanie prawidłowo położyć jednego koloru farby na drugi. Na brzegu kubła z akrylowym barwnikiem do ścian usiadłam i płakałam, wtem po raz kolejny z detektywistycznym zacięciem otworzyliśmy wyszukiwarkę internetową. Odpowiedzi na nasze wątpliwości było bez liku, najbardziej jednak przemawiała do nas następująca produkcja:

 

Problem ostatni: ŚCIANY ODPORNE NA SZOROWANIE

Ponieważ jesteśmy wraz z Połową poważnymi ludźmi na poważnych stanowiskach i zajmujemy się poważnymi sprawami, dużo czasu spędziliśmy nad pozyskiwaniem informacji, jak rozprawić się ze ścianą, na której np. wylądował właśnie naleśnik, kanapka z dżemem albo kocia łapka prosto z doniczki. Nasi bliscy obsypują się ostatnio potomstwem, a ludzki osesek także potrafi w mgnieniu oka dokonać niewyobrażalnych zniszczeń. Gdyby mały synek bliskiej nam osoby postanowił narysować cioci i wujkowi portret na ścianie za pomocą parówki z keczupem – chcielibyśmy raczej podziwiać talent i wesprzeć młodego konstruktywną krytyką, może zwrócić uwagę na użycie perspektywy lub proporcji głowa: reszta ciała – a nie zamartwiać się, że czeka nas kolejna droga przez mękę z wałkiem w dłoni. Panowie z WMB zaczęli mi już udzielać sprzecznych informacji na kolejnych etapach ulepszania mieszkania, postanowiłam już nie sięgać ich opinii. Gdyby wierzyć reklamom, to po wybuchu bomby atomowej pozostałyby jedynie karaluchy i ściana pomalowana farbą wiodącego producenta. Niestety, od kiedy odkryłam, że Bounty to nie smak raju, a kokosa, nie ufam przerywnikom pomiędzy filmami. Postanowiłam natomiast zawierzyć komuś, kto niemalże zawodowo zajmuje się sprawdzaniem prawdomówności reklam:

 

Po problemach: TAKIE ŁADNE MAM MIESZKANIE <3

Minęło wiele dni i nocy zanim nasze M zaczęło wyglądać tak, jak sobie tego wraz z Połową życzyliśmy. Być może, gdybyśmy jak prawdziwi Polacy wzięli wolne z pracy na przeprowadzenie remontu, dużo szybciej osiągnęlibyśmy pożądany efekt. Malowanie mieszkania w tempie jedna ściana na tydzień było natomiast procesem bardzo twórczym i edukacyjnym. Z rozpędu dowiedzieliśmy się także, jak kłaść gładź, jaki dobrać grunt do ścian, jak zrobić dekoracje szpachelką i wiele innych. Nie wiem czy z czystym sumieniem polecę remontowanie wszystkiego własnymi rękoma, wiem natomiast, że YouTube zawsze pomoże i odpowie na każde pytanie. Gdy następnym razem wkroczycie do WMB i pan w odpowiednio kolorowych ogrodniczkach zapyta się „W czym mogę pomóc”, będziecie mogli zacytować Rona Swansona i bez cienia emocji odpowiedzieć: „Wiem więcej niż pan”.

Polecam, pozdrawiam, Ina.

 

 

 

 

3 I like it
0 I don't like it
Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest