Wywiad z Kayką Sadowską

So Kayka

Uczy tańca i hiszpańskiego. W realu i w „internetach”. Rozmawiamy z youtuberką znaną z kanałów „So Kayka” i „Boobskie”.

Follower: Myślę, że wszyscy pamiętamy z telewizji długie kolejki tancerzy na castingach do programów typu You Can Dance. Talent shows wykreowały w Polsce wiele gwiazd jednego sezonu. Kiedy zobaczyłam Twój kanał, przypomniałam sobie o nich – i zdziwiłam się, że te rzesze tancerzy, którzy starali się dostać do telewizji (aby zdobyć rozgłos), zupełnie nie wykorzystują medium, jakim jest YouTube. Bo przecież w zasadzie nie masz konkurencji wśród youtuberów. Jak myślisz, dlaczego tak jest?

Kayka: Nie mam pojęcia. Znam różne osoby, które brały udział w You Can Dance i innych programach telewizyjnych, ale trudno mi powiedzieć, dlaczego nie korzystają z możliwości, jakie daje posiadanie własnego kanału. Może to kwestia braku czasu, a może braku zrozumienia tej formy przekazu? Jest też możliwe, że nie chcą wchodzić na YouTube, bo nie jest to im to już do niczego potrzebne lub wiążą ich jeszcze jakieś umowy. Niektórzy tancerze, wiedząc, że ja jestem youtuberką, w zasadzie… nie chcę wchodzić w szczegóły, ale nie potraktowały mnie zbyt poważnie. Tak to określę.

Nie ma w ogóle kanałów poświęconych tańcowi, tak bardzo jak mój. Tancerze są za to często bardzo aktywni na innych mediach społecznościowych. Tak naprawdę So Kayka w momencie powstania był pierwszym kanałem w Europie, który był skupiony na tańcu w taki sposób: szerzenie idei tańca i rozpraszanie pewnych stereotypów. Spotykam się z nimi co i rusz jako tancerka. Ten kanał ma na celu uświadomić ludziom, jak ta praca wygląda, z czym się wiąże, jakie niesie ze sobą wyrzeczenia, jaka jest jej specyfika.

Follower: Wspomniałaś o zrozumieniu platformy… Ty od początku miałaś bardzo duże wyczucie rzeczywistości internetowej. Wystartowałaś, tańcząc w intro z bardzo modną wówczas maską konia, a nagłówki Twoich filmów są niejednokrotnie mocno osadzone w aktualnych memach i viralach. Czy prowadzenie bloga (który wystartował dużo wcześniej niż kanał) Ci w tym pomogło?  

Kayka: Tak. Miałam bloga prawie trzy lata przed kanałem i obserwowałam internet od dawna. No… mając Michała [Michał Sadowski, CEO Brand24 – dop. red.] w rodzinie, też miałam trochę informacji dodatkowych. Na początku bardzo pomogły mi moje koleżanki z Wrocławia, na przykład Radzka. Dzięki nim, mogłam z trochę mniejszym strachem rozpocząć kanał. Radzka przedstawiła mi dogłębnie świat YouTube’a, bo blog blogiem, ale YouTube to zupełnie inna sprawa.

Produkcja od początku wyglądała profesjonalnie, dzięki Erill, która jest filmowcem. Dobrałyśmy pod siebie estetykę ruchomych obrazków i – jak coś nam się nie podobało – to dopracowywałyśmy to, aż wyglądało porządnie. Robiłyśmy też duży wywiad wśród naszych znajomych, żeby wiedzieć, jak dobrze ugryźć temat.

Follower: Właśnie! Dziewczyny z redakcji kazały Ci przekazać, kiedy będziemy rozmawiały, że macie – jako So Kayka i jako Boobskie – najlepsze intra na polskim YouTubie.

Kayka: Aaaaa! Strasznie nam miło, dzięki! Dlatego też ich nie zmieniamy od tak długiego czasu. Też uważamy, że są dobre.

Follower: Rozmawiałyśmy o telewizyjnych programach, typu talent show…. Zawsze, zanim jest występ na żywo, to puszcza się taki łzawy filmik o artyście, który ma zaraz wystąpić. Jest to najczęściej historia uczestnika programu, opowieść o jego problemach rodzinnych, finansowych lub zdrowotnych, o pokonywaniu trudności w drodze do sukcesu, itd. Czy jesteś w stanie wykreować taką historię na swój temat o swojej przygodzie z tańcem? Kayka i taniec – tak, żeby czytelnikom pociekły łzy.

 Kayka: Tak, mogę wykreować taką historię, żeby łzy pociekły. Niech wszyscy rzewnie płaczą. [Śmiech].

Zaczęłam tańczyć, teraz, ponownie, po długiej przerwie, ponieważ mój kręgosłup nie pozwalał mi już grać w siatkówkę. To jest właśnie moja wzruszająca historia. Miałam poważne kontuzje, ale mnie nosiło, bo cały czas musiałam coś robić, więc stwierdziłam, że dobrym pomysłem będzie taniec. Tylko na samym początku moim pomysłem było pójście na taniec irlandzki (bo akurat zobaczyłam jakiś koncert). Moja przyjaciółka stwierdziła, że to się chyba nijak ma do mojego temperamentu, więc kupiła wejściówki na zajęcia salsy i… się zaczęło. [Śmiech.] Nie, to nie jest łzawa historia. Ja nie umiem tworzyć łzawych historii tam, gdzie ich po prostu nie ma. Jeżeli jesteś w stanie to podrasować i coś dodać – na przykład, że  kręgosłup mnie bolał tygodniami – to spoko. Ach… Tak, programy tworzą swoje historie.

Follower: Na który z Twoich dwóch kanałów nagrywanie sprawia Ci więcej frajdy?

Kayka: To są dwie zupełnie różne i niezależne od siebie produkcje. Każda z nich daje zupełnie innych rodzaj satysfakcji. Na So Kayce robię teraz większość materiałów sama, bo to nie jest wielka produkcja, kiedy stoję na tle ściany. Czasem, jak są jakieś bardziej zaawansowane filmiki ze zmianami kamer, to nagrywa ze mną Erill, bo ona się na tym zna. Ale, mimo, że razem pracujemy nad obydwoma kanałami, to jest to zupełnie co innego.
Na So Kayce daję moją wiedzę ludziom w przystępny sposób, żeby się czegoś nauczyli lub, aby dać im do myślenia. Na tym kanale jestem nastawiona poszerzanie świadomości i nauczenie widzów czegoś nowego. Tymczasem na Boobskich rozmawiamy na tematy, które są wszystkim bliskie, wszystkim znajome, każdy może się wypowiedzieć i ewentualnie odnieść do naszego zdania. Gadamy ze sobą, rozkminiamy jakiś temat, mając przygotowanych wyłącznie kilka punktów, które chcemy poruszyć. Taka jest różnica.

Follower: Kayka i Erill na Boobskich = w 100% Kayka i Erill prywatnie? Czy też po części to trochę wykreowane, przerysowane osobowości na potrzeby kanału?

Kayka: Nie, nie! My naturalnie rozmawiamy w ten sposób ze sobą. Boobskie w ogóle tak powstały. Ponad rok temu siedziałyśmy u Erill i robiłyśmy montaże do So Kayki. Przy stole, przy jakimś śniadaniu rozkminiałyśmy jakieś rzeczy, które działy się naokoło nas. Jej mąż, gdy nas słyszał, mówił: „Boże, czemu wy tego nie nagrywacie, czemu!? Zróbcie to. Przecież wy macie takie rozkminy kosmiczne, że ludzie by to oglądali…”. I pół roku potrzeba było, żeby ten pomysł nabrał kształtu.

Follower: Zdarzyło się Wam, że coś było za mocne i w końcu tego nie puściłyście?

Kayka: Tak.

Follower:  Zdradzisz, co to było?

Kayka: Czasem wycinamy fragmenty. Zdarzyło nam się też, chyba dwa razy, nie puścić odcinka, ponieważ nie wyszedł tak, jak byśmy chciały. Każdorazowo chodziło o naszego gościa, który niekoniecznie wpisywał się w nasze flow, może niekoniecznie był obyty z kamerą i my wypadałyśmy zbyt głośno. Finalny efekt był taki, że wyglądało tak jakbyśmy my go zjadały (chociaż tak nie było), więc nie wrzuciłyśmy tego w sieć. Nie chodzi przecież o to, żeby zaszkodzić sobie i tej osobie.

Follower: Poprzez crossy i eventy różnego rodzaju poznajesz całą masę youtuberów. Które, ze znajomości tak zawartych, uznajesz za najbardziej wartościowe? Zawodowo lub prywatnie.

Kayka: Z wieloma osobami znam się jeszcze z czasów przed założeniem kanału, zupełnie prywatnie, np. z Ewą „Red Lipstick Monster” i Radzką. Youtuberami z Wrocławia, mojego miasta, są również Panna Joanna i SecondhandDandy. Uwielbiamy się z Dandym, to jest na pewno bardzo wartościowa znajomość, zawiązana dzięki internetowi. Pół roku temu narodziła się też nasza boobska przyjaźń z Pauliną Lis, znaną z kanału Lisie Piekło. Dzięki różnym meet-upom weszłam mocniej w te środowisko i dużo jest tych osób, ale pierwsi zaprzyjaźnieni youtuberzy, którzy mi przychodzą na myśl, to właśnie Paulina, Ewa, Magda i Dawid.

Follower: Czy rozwijanie Twoich kanałów to cel sam w sobie, czy etap na drodze do czegoś innego, np. choćby własnej szkoły tańca? A może wykorzystujesz je przede wszystkim do budowania własnej marki?

Kayka:  Na pewno nie chcę stworzyć własnej szkoły tańca, bo już należę do fantastycznej grupy tanecznej. Na samym początku kanał So Kayka z założenia był skierowany do moich kursantów, więc chyba celem jest budowanie marki mojej osoby, jako tancerki. Z czasem włączyłam też hiszpański, bo wiele osób mnie o to prosiło. Prowadziłam kursy we Wrocławiu w kilku różnych miejscach i stwierdziłam, że moja metoda nauki jest dość przystępna. Daję dużo z pozoru głupich przykładów czasem z muzyki, czasem z…

Follower: …polityki. Jak z San Escobar.

Kayka: Tak, najróżniejszych. Na polskim YouTubie do tej pory nie było nic hiszpańskiego tego rodzaju, jak językowe kanały Arleny (Po Cudzemu), czy Pauliny (Mówiąc Inaczej).

Generalnie nie chodzi mi o wielką popularność, to są mimo wszystko dalej są trochę niszowe tematy: taniec i hiszpański. Co mogę jeszcze dzięki YouTubowi zyskać? Lubię uczyć ludzi, ale lubię uczyć ludzi w pewien określony sposób, po mojemu. I jeżeli mogę powalczyć z jakimiś mitami, które są np. na temat tancerzy lub Latynosów, to wolę to zrobić na YouTubie, gdzie obejrzą to również osoby, które nie miałyby szansy trafić do mnie na zajęcia.

Mogę trochę zmieniać ten stereotyp tancerza, jako osoby głupiutkiej, bez wykształcenia, ambicji, ogólnie płytkiej. Wciąż jesteśmy postrzegani jako osoby, które wchodzą na parkiet, machają tyłkiem i tyle. I to jest przykre, bo ludzie nie wiedzą, ile ciężkiej pracy stoi za tym zawodem. Tancerz w ogóle nie jest postrzegany jako osoba zdyscyplinowana, a to jest przecież bardzo istotna część naszej pracy, żeby być zdyscyplinowanym i odpowiedzialnym.

Follower: Fach ten łączy cechy zawodów artystycznych ze sportowymi. Czy myślisz, że może z tego biorą się problemy w postrzeganiu tancerzy?

Kayka: Sportowcy są szanowani za swoją motywację do treningów, pewien rygor i ograniczenia, których muszą się trzymać, jak choćby dieta. A o tancerzach chyba się nie myśli w ten sposób. Bywamy postrzegani jako lekkoduchy, mający pstro w głowie, tylko ruszający się do muzyki. Być może piłkarze też nie zawsze są traktowani poważnie, ale o siatkarzach, czy choćby Radwańskiej, nigdy nie słyszałam lekceważących wypowiedzi. A taniec? W obiegowej opinii to nie jest poważny zawód, z tego się nie da wyżyć. Być może renoma też zależy od rodzaju uprawianego tańca. Ja tańczę salsę, hip hop – takie bardziej imprezowe rzeczy. Natomiast taniec towarzyski i balet są już znane z wielogodzinnych treningów, więc pewnie są postrzegane bardziej pozytywnie.

Follower: Nie nagrywasz typowych tutoriali tanecznych. Nie masz chęci iść w tę stronę, czy po prostu jakoś tak wyszło, że się tym nie zajmujesz?

Kayka: Mogę zdradzić, że to się wkrótce zmieni. Jak zrobi się cieplej, bo tutoriale będą nagrywane w plenerze. Jestem od dłuższego czasu o nie pytana i widzę, że jest zapotrzebowanie, nawet na takie bardziej basic’owe rzeczy. Nagrywałam już rozciąganie i izolacje, ale tutoriale – takie, jak np. robią to fitnesski na swoich kanałach, nie są wcale prostą sprawą. Lubię, kiedy ludzie wiedzą co robią kiedy tańczą, więc zanim ja przygotuję trening, chcę najpierw przedstawić widzom kontekst, zamysł i historię danego tańca. Nie postrzegam tego tylko jako energetycznego poruszania się jakie jest np. w zumbie. Bo zumba jest takim fitnessem muzycznym i ja nie do końca to lubię, bo potem czasem słyszę, że ktoś nazywa salsą kroki poznane na siłowni, a to w życiu nie ma NIC wspólnego z salsą! Dlatego, gdy moi widzowie już dostaną te obiecane tutoriale, to wcześniej zostaną już zaznajomieni z tym, czym jest reggaetón, czym hip hop i salsa, dzięki czemu rozróżniają kroki jednego tańca od drugiego i ogólnie wiedzą, z czym to się je. Mają już pewną bazę, świadomość tego, co się dzieje na parkiecie. Chcę zawsze najpierw dać wiedzę, a dopiero potem ruch.

Wywiad przeprowadziła Ola Kozicka

7 I like it
0 I don't like it
Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest