Wywiad: Turpat z kanału „Gimby nie znajo”

turpat follower2

Śmiechu warte, Mario Bross, Telegazeta…? „Gimby nie znajo!”. Rozmawiamy z Turpatem, vlogerem i twórcą jednego z najbardziej nostalgicznych kanałów na polskim YouTubie.

Czy powiedzenie „Gimby nie znajo” to memiczne wcielenie „za moich czasów…”?

Można tak powiedzieć, aczkolwiek „Gimby nie znajo” jest dużo bardziej prowokacyjne i zaborcze. Patrząc po komentarzach pod moimi materiałami, można zauważyć, że wiele młodych osób odbiera to jako atak w ich stronę („Ja jestem gimbem i znam!!”). Oczywiście ten zwrot to tylko nazwa, nikogo nie atakuję, raczej staram się przypominać dorosłym widzom ich dzieciństwo. Niektórzy jednak odbierają to inaczej.

Jaka jest najliczniej reprezentowana grupa wiekowa wśród osób, które oglądają „Gimby nie znajo”?

Z moich obserwacji i analizy statystyk YouTube są to osoby od 18 do 35 roku życia. Tytułowe gimby stanowią zaledwie kilka procent moich widzów, oczywiście jeśli wierzyć statystykom. Młodsza widownia natomiast jest bardziej aktywna, pisze dużo więcej komentarzy niż starsi, którzy zwykle obejrzą materiał, uśmiechną się i wrócą do rzeczywistości. Przy tworzeniu kanału stawiam jednak na bardziej dojrzałą widownię i wzbudzenie w nich nutki nostalgii. Jeżeli jednak młodsi odbiorcy również czegoś ciekawego i nowego dowiedzą się z moich filmów – jest to podwójny sukces.

Zdziwiłam się, gdy okazało się, że jesteś ode mnie aż pięć lat młodszy. Jak to możliwe, że dzielimy te same doświadczenia (co mogę stwierdzić na podstawie „Gimby nie znajo”)? Z jakiego wieku pochodzą Twoje pierwsze wspomnienia? Jakie one były?

Jestem z rocznika 92. więc mogę chyba powiedzieć, że jestem dzieckiem lat dziewięćdziesiątych. Oczywiście nie pamiętam wszystkiego od porodówki, ale klimat tamtych czasów, wylewający się z ówczesnych utworów muzycznych, teledysków, programów telewizyjnych, czy codziennego życia, mocno zapadł mi w pamięć. Wspomnienia z dzieciństwa mają to do siebie, że często łączą się z chwilami beztroski, co sprawia, że je idealizujemy. Najwcześniejsze moje wspomnienie to chyba odgłos odpalanego Malucha czy widok jarzębiny na dziedzińcu mojego przedszkola.

Jesteś niewątpliwie sentymentalnym facetem i stworzyłeś z tego swój znak rozpoznawczy. Czy Twoje najbliższe otoczenie (rodzina, narzeczona) podziela tę cechę?

Faktycznie, lubię wspominać stare dobre czasy. Kojarzą mi się z beztroską. Myślę, że moi najbliżsi mogą mieć podobnie, ale chyba większość z nich trochę mocniej stąpa po ziemi i myśli częściej o „tu i teraz” niż zanurza się w nostalgii.

Jak myślisz: co dzisiejsze gimby będą wspominać z rozrzewnieniem za 15-20-30 lat?

Na pewno technologia pójdzie znacznie do przodu. To, co dzisiaj wydaje nam się szczytem techniki, tak już za kilka lat będzie przestarzałym gratem. Ciężko mi powiedzieć, bo nie śledzę zainteresowań współczesnych „gimbów”. Nie wiem, co jest teraz na topie. Prawdopodobnie to pokolenie ma swoje własne kultowe elementy, rzeczy, filmy, piosenki, które kiedyś będą miło wspominać jako coś cudownego. To chyba możemy nazwać czymś w rodzaju konfliktu pokoleń. Nasi rodzice nie rozumieli tego, co nas „jarało” tak samo, jak ich rodzice przed laty.

Czy wciąż masz długą listę pomysłów na kolejne odcinki GNZ? Czy zamierzasz w z czasem sięgnąć po zjawiska z późniejszych lat?

Gdy wpadłem na pomysł na kanał „Gimby nie znajo” od razu usiadłem i zapisałem w notatniku ponad 300 różnych tematów na odcinki. Od tego czasu dostaje też setki wiadomości z propozycjami na kolejne materiały. Każdy miał swoje dzieciństwo. Oczywiście nie wszystkie doświadczenia pokrywają się z moimi, ale sam kanał przecież nie jest o mnie. Dużo łatwiej pisze mi się skrypty do odcinków o czymś, co było częścią mojej przeszłości, ale jak trzeba staram się robić solidny research i stworzyć materiał o rzeczach, które były mi obce. Z pomysłami na odcinki mogę cofać się do lat osiemdziesiątych i nawet wcześniej, ale bardziej myślę o tym w drugą stronę: za 5 lat coś z początku lat 2000 będzie już dla kogoś wspomnieniem z dzieciństwa. Tak naprawdę mogę przywoływać nostalgię aż do końca świata. Oprócz tego mam kilka pomysłów na serie poboczne, ale niech to na razie zostanie tajemnicą.

Jak Twój introwertyzm się ma podczas sytuacji, kiedy jesteś rozpoznawany na ulicy?

Zawsze spotykam się z życzliwym podejściem do mojej osoby, więc odpłacam się tym samym. Nie mogę też powiedzieć, że takie sytuacje często się zdarzają. Zazwyczaj widzów spotykam na różnych eventach, konwentach czy festiwalach. Wiem jednak, że mnie oglądają, może nawet lubią, więc nie mam problemów, aby porozmawiać czy przybić piątkę.

Masz świetny, radiowy charakterystyczny głos. Czy jesteś często proszony o mówienie „ale oczywiście gimby nie znajo”?

Szczerze to nie przepadam za swoim głosem. Jego „radiowość” raczej zawdzięczam dobrej post produkcji dźwięku w programach. Fakt, to powiedzonko „Ale oczywiście GIMBY NIE ZNAJO” stało się już symbolem odcinka. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić niezadowolenia widzów, gdybym kiedyś zapomniał go powiedzieć.

Przygotowanie którego odcinka GNZ przyniosło Ci najwięcej frajdy? 

Najwięcej frajdy miałem z tworzeniem odcinków o rzeczach, które za dzieciaka sam uwielbiałem. Filmy o Dragon Ball, Kosmicznym Meczu, Family Frost czy Panu Spinaczu są chyba moimi ulubionymi materiałami, choć w każdy wkładam dużo serca. Analogicznie te najtrudniejsze odcinki były o czymś, co mnie w dzieciństwie jednak ominęło i o czym musiałem doczytać lub dopytać swoich widzów i znajomych. Prywatnie nigdy nie oglądałem MacGyvera ani nie grałem w pierwszego Dooma czy Heroes III. Wszystko to musiałem po pierwsze nadrobić, a po drugie wcielić się w skórę kogoś, dla kogo było to kiedyś całym światem. Nie było to łatwe, ale chyba się udało.

Do jakiego typu  odcinków musisz najdokładniej się przygotowywać?

Najłatwiej robi się odcinki o czymś muzycznym lub o czymś, co leciało w telewizji. Głównie chodzi tu o zbieranie materiałów, które pokazuje w momencie omawiania tematu. Dużo łatwiej znaleźć fragmenty jakiegoś programu, np. Śmiechu Warte, niż znaleźć sklep, gdzie mogę kupić gierkę elektroniczną Brick Game czy zabawki Śmierdziele, aby później je nagrać w jakiś atrakcyjny sposób. Bardzo boję się też, aby nie zapomnieć o jakimś istotnym elemencie z historii danej rzeczy. Robiąc przykładowo materiał o zespole muzycznym i zapomnieć wspomnieć o czymś dla kogoś istotnym często jest niewybaczalnym błędem dla widza. Mogłem opowiedzieć całą historię Mandaryny, ale gdy przeoczyłem to, że brała udział w programie Bar miałem duży niesmak. Temat nie został wyczerpany. Na widzów zawsze mogę liczyć w sprawie uzupełnienia tematu w komentarzach.

Zaczynałeś karierę na YouTube od nauki języka japońskiego. Czy rozważasz jeszcze powrót do tych lekcji?

Zakładając mój vlogowy kanał na YouTube byłem mocno zafascynowany kulturą Japonii, językiem, anime i mangą. Chodziłem też na lekcje języka japońskiego i w zasadzie w ramach utrwalenia postanowiłem nagrać coś w rodzaju lekcji na YouTube. Seria bardzo dobrze się przyjęła, jednak musiałem wyjechać na studia i przestałem uczyć się tego języka. Po latach fascynacja tymi klimatami również ostygła i raczej kolejne odcinki z tej serii już nie powrócą. Mam natomiast nadzieje, że komuś pomogły w podjęciu decyzji o rozpoczęciu nauki tego ciekawego języka.

Co poradziłbyś osobie, które chciałaby wystartować z kanałem teraz?

Poradziłbym nie nagrywać, bo wybić udaje się tylko nielicznym. A tak na serio to przede wszystkim nie nastawiać się na zarabianie kasy na YT. Bez pasji nic się nie uda. Co do samego formatu to kanały vlogowe dość ciężko jest obecnie wypromować. Aktualnie na YouTube panuje trend na komentowanie twórczości innych osób, tzw. Commentary Channels. Sporo jest też różnych ciekawostek, zestawień TOP10 itp. Platforma ta od dawna nie jest już tym, czym kiedyś była. Filmiki typu „gadająca głowa” dla wielu nie są już atrakcyjne i wymagają dużo zabiegów, aby utrzymać uwagę widza. Próg wejściowy jest też dość duży, trzeba mieć dobry sprzęt i umieć montować, a błędy rzadko kiedy są wybaczane. Wiele kanałów ma już niemalże telewizyjną jakość. Najważniejsze jest jednak to, aby robić to, co się chce i to, co sprawia nam przyjemność. Jeżeli odniesie się sukces – to super. Jeżeli nie to trudno. Najgorsze jest robienie filmów na siłę. Jak pokazuje historia, zgubiło to wielu twórców.

Rozmawiała Ola Kozicka

11 I like it
0 I don't like it
Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest