You Tuber, którego jeszcze nie znacie. Za jakie miliony cierpi Wolter? Wywiad.

CMW1

CierpieniaMłodegoWoltera to mało jeszcze znany kanał na YouTubie, którego główną tematyką jest beznadzieja dnia codziennego. Wielu popularnych youtuberów udzieliło już wywiadów, opisując drogę do popularności. W naszej rozmowie twórca Cierpień, opowie nam, jak to jest być aktywnym w internecie, jednocześnie będąc zatrudnionym na etat oraz borykając się z małymi potknięciami, jakie funduje nam życie.

Niekiedy wystarczy, że nadepnie się skarpetką w mokre – cały dzień zrujnowany. Wszyscy dobrze wiemy, że nie o tekstylia w nieznanej kałuży się rozchodzi. Po prostu kłębią się i piętrzą te zmory codzienności, dla jednych dzień świra, dla innych świstaka, dla kolejnych może nawet dzień, w którym zatrzymała się Ziemia. Podobno: jak kochać – to na zabój, a jak cierpieć – to za miliony. Za jakie miliony więc cierpi Młody Wolter? Gdy dookoła wszystko daje nam do zrozumienia, że marudzenie jest passé, on ze swoich bolączek postanowił zrobić program. Po zakończeniu cyklu Załóż i rozkręć swój kanał youtubowy jak PRO zwracamy się do osoby, która na platformie jest „jeszcze świeża” i nieznana powszechnie. Wiele jest wywiadów, ze znanymi twórcami i ich drodze do kolejnych sukcesów. Niewiele jest natomiast rozmów opowiadających o tym, że po zakończeniu dnia pracy, zaczyna się kolejną pracę. Jak być kreatywnym, gdy kolejna kawa nie pomaga? Czy terminy mają w ogóle sens, skoro nie wiesz, kiedy dopadnie Cię codzienność? Wolter wydaje się znać te sytuacje. Chcecie dowiedzieć się więcej o jego kanale i jak to jest z kasą za reklamy? Poznajcie zatem człowieka, który w wolnym czasie ubiera w słowa cierpienia, abyśmy my już nie musieli.

Kim jest Wolter?

Wolterów jest dwóch. Wolter to moja ksywka, którą nadali mi dwa lata temu koledzy w pracy i która błyskawicznie się przyjęła. Używam jej na co dzień, a wiele osób myśli nawet, że tak mam na imię – co najmniej jakby moim ojcem był Michał Wiśniewski. Jeśli ciekawi Cię, skąd ksywka się wzięła – ode mnie się tego nie dowiesz: moja „historia prawdziwa” musi na razie pozostać tajemnicą. Prócz tego Wolter jest głównym bohaterem założonego przeze mnie kanału na YouTube – jest wyobrażeniem mojej smutniejszej, bardziej ironicznej strony. To moje alter ego – wyraża to, co myślę, ma takie samo poczucie humoru, przydarzają mu się te same przygody, co mnie. Ale, jeśli zajdzie taka potrzeba, pewne fakty dotyczące youtubowego Woltera mogą zostać podkoloryzowane, może też otaczać go jakiś rodzaj magii.

Jak u Ciebie wyglądał proces twórczy powstawania Cierpień Młodego Woltera

Trudno mi powiedzieć, kiedy pierwszy raz pomyślałem o tym, że mógłbym nagrywać filmy na YouTube. Wiesz, jestem za stary na „dziecko neo”, internet miałem w domu, dopiero kiedy skończyłem 15 czy 16 lat, z moich znajomych najpóźniej założyłem fejsa, nie mam snapa, twittera i tych wszystkich innych pierdół. Nie dlatego, że tym gardzę, ale po prostu jakoś mnie to ominęło. Pamiętam, jak ktoś pokazał mi w 2012 r. kanał Abstrachujów; wtedy jeszcze nie byli gwiazdami internetów. Pierwszym ich filmem, który zobaczyłem, było Co mówią zjarani. Jeszcze wtedy nie ogarniałem YouTube, ten film mnie nawet nie bawił. Krótko potem zobaczyłem Co mówią blogerki. To mnie szczerze rozśmieszyło! Wtedy chyba po raz pierwszy zwróciłem uwagę na to, że można mieć coś takiego jak kanał na YouTube.

Z czasem zacząłem wchodzić w środowisko YouTube. Mój własny założyłem w połowie 2016 r., więc dość długa była przede mną droga. Poznawałem coraz więcej kanałów, zdarzało się, że gubiłem się w internecie i do 4.00 rano oglądałem totalne głupoty, które dla mnie nie były marnotrawstwem czasu. Powiedzmy, że była to nauka. Czułem, że też mógłbym spróbować. Byłem zachwycony dwoma kanałami: Polimaty i Architecture Is a Good Idea (AIAGI). Chciałem robić coś dla siebie, coś kreatywnego, nagrywać filmy o architekturze lub szeroko pojętych ciekawostkach. Ale wydawało mi się, że do nagrywania na YouTubie potrzeba Bóg wie jakiego sprzętu, więc nawet nie przyszło mi do głowy, by zacząć robić coś samemu. Wahałem się tak przez miesiące, przez co straciłem kontent, bo kanałów ciekawostkowych się namnożyło i nie chciałem ich dublować.

W końcu, niecały rok temu, ogarnąłem się. Wpadłem na pomysł założenia kanału Robię Prawko, który miał mnie zmotywować do, zaskoczenie, zrobienia prawka!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czyli Wolter nie był pierwszym Twoim projektem?

Pierwszym pomysłem było opowiadanie o moich przygodach za kółkiem. Powstał nawet zwiastun kanału, ale przez dwa tygodnie nie obejrzał go dosłownie nikt, choć przecież temat jest chwytliwy. Na spotkaniu ze znajomymi zacząłem narzekać na tę sytuację, dostałem jakiegoś flow – o czymś, co mnie dołowało opowiadałem im w zabawny sposób. Wtedy mnie olśniło. To właśnie może być pomysł na kanał! I tak właśnie Robię Prawko zmieniło się w CierpieniaMłodegoWoltera, czyli vlog kręcony wyłącznie telefonem, o wszystkim i o niczym. Wrzucam tam to, na co mam ochotę, od humorystycznych scenek, przez relacje z wyjazdów, po moje ulubione ciekawostki. Zasada jest tylko jedna, poruszany przeze mnie temat musi spowijać smutna aura, albo też musi dotyczyć jakiejś beznadziei. W moim życiu i wokół nas dzieje się tyle nieprzewidywalnych, często smutnych rzeczy, że tematów na pewno mi nie zabraknie.

Gdzie szukałeś inspiracji? 

Nie mogę powiedzieć, by ktoś był moim szczególnym natchnieniem, ale bardzo lubię styl Mietczyńskiego, Generatora Frajdy czy Dema i w tę stronę chciałbym zmierzać. Z kolei kanał Rudy Człowiek pokazuje mi, że nie trzeba być mistrzem montażu i kamery, by stworzyć coś fajnego.

Znani youtuberzy są często pytani o czasy przed rozpoznawalnością. Dementują, że sukces nie przyszedł z dnia na dzień, a wiele obecnie znanych kanałów zaczęło się jako projekt hobbystyczny. Na a panelach dyskusyjnych lub w wywiadach opowiadają, jak zarywali noce i wolne weekendy na rzecz nagrywania treści. Lawirowali pomiędzy twórczością internetową a pracą zawodową. Jak to wygląda u Ciebie? Opowiedz nam o tworzeniu kontentu gdy Twój czas jest ograniczony etatem?

Wszystko to prawda. Jeśli chce się tworzyć na YouTubie, trzeba pamiętać, że to naprawdę ciężka praca. To nie jest pusty frazes. Jeśli chcę zrobić film, właściwie zawsze muszę zarwać noc albo też zrezygnować ze spotkania ze znajomymi czy odpoczynku. W moim przypadku najgorsze jest to, że na co dzień pracuję w biurze, ale nie polega to na przekładaniu papierków. Cały czas muszę być kreatywny, nakręcony – to supermęczące. Dlatego często jest mi trudno robić po godzinach kolejną kreatywną rzecz. Najchętniej pooglądałbym jakiś serial albo pogapił się w ścianę. Tymczasem trzeba się przełamać – jeden film w miesiącu to absolutne minimum. Początkowo planowałem publikować coś raz w tygodniu, ale szybko ten pomysł porzuciłem, po prostu nie dawałem rady. Wcale się nie dziwię, że ludzie, kiedy już zdobywają popularność na YouTubie, rzucają „normalną pracę”.

Przychodzi już hajs z YouTube’a?

Nie ukrywam, że od początku tworzenia kanału myślałem o tym, by kiedyś stał się on źródłem zarobku. Nie widzę nic złego w tym, że twórca chce zarabiać na tym, co robi, ale w realiach polskiego YouTube to bardzo trudne. Reklamy, które wyświetlają się przed filmami, są u nas naprawdę mało warte. Przykład? Kanał tworzę już dziewięć miesięcy, a do tej pory zarobiłem, uwaga: 7,73 zł! Ta kwota widnieje na moim koncie AdSense, ale nie widziałem z niej ani grosza, bo YouTube płaci dopiero, kiedy uzbiera się 300 zł. W tym tempie zobaczę więc słynny hajs z YouTuba, jeśli dobrze liczę, około roku 2047! Polscy youtuberzy zarabiają na lokowaniu produktu, które pozyskują od zewnętrznych reklamodawców, na co ja na razie nie mogę liczyć, bo mam za małe zasięgi.

 

 

 

 

 

 

 

 

Co w procesie twórczym było lub jest dla Ciebie najbardziej i najmniej problematyczne?

Łatwizną jest wymyślenie tematu na film. Pomysłów mam aż nadto. Trudno przychodzi zaś znalezienie czasu na ich realizację; trudno też znaleźć na YouTubie mój kanał, trzeba pisać nazwę łącznie, bo inaczej trafi się na „Cierpienia Młodego Wertera”. Niełatwy jest też sam montaż – ja korzystam z programu iMovie, który jest bardzo ograniczony, ale przy tym prosty w obsłudze. Przed założeniem kanału nie zajmowałem się montażem w ogóle, teraz jest trochę lepiej niż na początku, sam się wszystkiego nauczyłem metodą prób i błędów. Chciałem zmienić program do montażu, aby bardziej urozmaicić filmy – próbowałem korzystać z HitFilm 4 Express, ale zupełnie go nie ogarniałem.

Czy śledzisz statystyki kanału? Czy już mogą posłużyć do ewaluacji pracy?

Rzecz jasna je śledzę, ale nie przywiązuję do nich większej wagi. Fajnie jest zobaczyć, że ogląda mnie ktoś w Japonii (Gonciarz?!), ale to tylko ciekawostka. Zresztą nie wiem, czy możemy o tym rozmawiać, bo w umowie z Google, którą zawiera się, chcąc zarabiać na reklamach, są przedziwnie sformułowane zapisy, które pozwalają na ujawnienie kwoty zarobków, ale już niekoniecznie na podawanie innych szczegółów dotyczących kanału.

Z jakich form promocji korzystałeś i co okazało się najbardziej oraz najmniej efektywne?

Skomplikowana sprawa. Próbowałem wrzucać filmy na wykop i joemonster, ale to się kończyło totalną porażką – po prostu mnie zakopywano. Bardzo skuteczne z mojej perspektywy jest… pisanie zabawnych komentarzy pod filmami innych youtuberów i, jeśli nie jest to nachalne, zachęcanie do odwiedzenia swojego kanału. Ogólnie mam trochę przekichane, bo odbiorca, dla którego tworzę, nie jest, przynajmniej tak mi się wydaje, skłonny do dawania subów, łapek w górę i komentowania. Sam kiedyś tego nie robiłem i teraz za to pokutuję. Choć moje filmy mają od kilkuset do dwóch i pół tysiąca wyświetleń, to stałych widzów mam, w momencie, kiedy rozmawiamy, 143. Bardzo się z tego cieszę, ale wiadomo, że chciałoby się więcej. Co ciekawe, moim najnowszym filmem o Rotundzie, zainteresowała się Gazeta Wyborcza, która umieściła go na swojej stronie głównej. Było to dla mnie ogromne wyróżnienie, ale tłumu widzów nie przyniosło. Ba, nawet kilku subskrybentów odeszło! youtubową publiczność naprawdę trudno rozgryźć. Żałuję tylko, że ci, którzy odsubowują kanał, nie napiszą, dlaczego to robią. Wiedziałbym, jakich błędów unikać w przyszłości.

 

Redakcja Followera przez 20 dni publikowała artykuły z serii 20 Dni YouTube Challenge. Akcja  miała na celu zagregować i przystępnie wyjaśnić pewne kwestie oraz zachęcić początkujących twórców do pracy. Co wyciągnąłeś dla siebie z tego zestawienia? Jakie informacje były Ci już wcześniej znane?

Przede wszystkim to bardzo fajna inicjatywa. Choć na YouTubie konkurencja jest już gigantyczna, to dla każdego jest miejsce i naprawdę każdy „może się wybić” (nie wiem, czemu, ale zawsze mi się to kojarzyło z jakąś strzelaniną). Cały cykl podaliście w przystępny i estetyczny sposób. Wszystkie dawane przez Was rady są bardzo potrzebne, ale osoba, która chce się przełamać i coś nagrać, musi widzieć jak najszybciej efekty swojej pracy. Moim zdaniem lepiej nawet sknocić kilka filmików i to na ich podstawie się uczyć, niż zmęczyć się nauką jeszcze przed stworzeniem czegokolwiek. Bardzo cenną uwagą jest natomiast to, by uodpornić się na hejt. Moim zdaniem ważne jest przede wszystkim odróżnianie krytyki od hejtu, a debilnymi komentarzami nawet nie tyle nieprzejmowanie się, co zabawa nimi. Ja sam w rozmowach z widzami potrafiłem przejść od etapu: „Wolter, zgól brodę i wyp***j”, do „Jednak jesteś spoko ziomek”. Wystarczyło nie odpyskowywać bez sensu.

Masz jakieś rady dla początkujących twórców? Jakie miałeś oczekiwania, a jaką zastałeś rzeczywistość?

Rady dla osób, które chciałyby założyć kanał, mam dwie. Raz: muszą mieć dobry pomysł na kanał, dwa: być szczerym w stosunku do widza. Przede wszystkim kręcimy właśnie dla publiczności. Chrzanienie, że tworzy się po prostu dla siebie, nie ma sensu. Jeśli ktoś tworzy dla siebie, nie musi przecież umieszczać filmów na YouTubie, może je trzymać na komputerze. Nie ma więc nic złego w tym, że zależy nam na jak największej liczbie widzów, którym nasz kanał się podoba – my, twórcy, jesteśmy dopiero w drugiej kolejności, choć, oczywiście, praca na YouTubie musi sprawiać nam przyjemność, nawet jeśli jest męcząca. Robienie setnego kanału à la szeryf internetu tylko dlatego że to się ogląda, jest głupotą. Ja sam zrobiłem jeden film z gatunku youtubowych dram, krytykując żart Bazyliszka o kazirodztwie; wiedziałem, że pewnie przyniesie mi to nowe wyświetlenia, ale nagrałem film przede wszystkim dlatego, że czułem taką potrzebę, Bazyliszek naprawdę mnie zdenerwowała. Jeśli chodzi o oczekiwania vs rzeczywistość – nigdy nie miałem złudzeń co do tego, że tylko przyjdę na YouTube i od razu dostanę srebrny przycisk. Liczyłem raczej na niezły wycisk, nie przycisk…

 

 

 

 

wywiad przeprowadziła: Irmina Gniazdowska 

2 I like it
0 I don't like it
Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest