Wywiad: Iwona Wiśniewska

AUTORKA BLOGA „ONA MA SIŁĘ” I KSIĄŻKI POD TYM SAMYM TYTUŁEM

Jej pierwszy wpis na blogu pochodzi z lipca 2012 roku. Pięknie i zarazem trafnie napisała: „Chciałabym więcej doceniać w życiu, niż chcieć. Chciałabym przesunąć horyzonty własnego umysłu.. by dostrzegać radości, których radościami nie nazywam, by widzieć piękno w rzeczach nie tak pięknych na co dzień.”

 

FOLLOWER: Czy prowadzenie bloga pomaga w docenianiu świata i małych rzeczy, których nie dostrzegamy w codziennej, zabieganej rzeczywistości?

IWONA: Prowadzenie bloga, nie tylko pomaga doceniać otaczający nas świat, ale także pokazuje wielowymiarowość tego świata. Na co dzień człowiek nie zastanawia się nad wieloma rzeczami. Po prostu żyje. Zaczynając o tym życiu – czy nawet pojedynczym dniu – pisać, zaczynamy jednocześnie głębiej o wszystkim myśleć. Gdy piszę post, dochodzę do wielu wniosków. Zaczynam pisać na dany temat ale zasiadając do komputera nigdy nie wiem, co z takiego tekstu wyniknie. I bardzo często po skończeniu, mam uczucie, że czegoś się nauczyłam. Ze swoich własnych słów. Może to próżne. Ale dla mnie jest to dowód na to, że każdą odpowiedź możemy znaleźć w sobie. Wszystko tam w środku mamy. Tylko bardzo często nie umiemy lub nie chcemy się do tego dokopać. Mnie pisanie bardzo w tym pomaga.

FOLLOWER: Jesteś matką i żoną, przede wszystkim kobietą. Zaprosiłaś mnie do swojego świata w 2013 roku, ja skorzystałam z tego zaproszenia, niedługo potem napisałam tak: „Pisze o macierzyństwie, małżeństwie, o chwilach i momentach w swoim życiu. Autorka zwraca uwagę na minuty, sekundy, które przez większość są pomijane w natłoku codziennych spraw”. I od tego momentu jestem u Ciebie częstym gościem. Jak dla Ciebie zaczęła się ta przygoda z blogowaniem?

IWONA: Pisać kochałam od zawsze. Pisałam pamiętniki, listy (licząc w setkach), zapisywałam tysiące karteczek, pisałam wiersze, nawet ściany w pokoju miałam ozdobione dziesiątkami cytatów i własnych słów. O napisaniu książki marzyłam już w dzieciństwie. Stwarzałam sobie wizje w głowie, że otwieram książkę, na której widnieje moje imię i nazwisko. Nigdy jednak nie wierzyłam, że umiem ładnie i sensownie pisać. A w zasadzie nawet się nad tym nie zastanawiałam. To było jedno z tych marzeń nierealnych, które cudownie grzeją od środka ale nie mają szans na spełnienie. Kiedy kolejny raz opowiadałam przyjaciółce, jakby to fajnie było napisać książkę, ona odpowiedziała mi wtedy (doskonale pamiętam każde słowo!): Iwona, mam Ci kupić kartkę i ołówek czy co? Zrób to w końcu! I to był ten pierwszy prawdziwy moment, gdy poczułam że nie tylko tego chcę, ale że w końcu to zrobię! Ale wewnętrznie wciąż nie czułam się w pełni gotowa. Wiedziałam że muszę być pewna, że sobie poradzę z takim wyzwaniem. I wtedy pojawił się pomysł na pisanie bloga. Dużo bezpieczniejszy. mniej zobowiązujący. Ale najpierw musiałam zrobić research, czym w ogóle jest blog (hahaha!). Nie czytałam nigdy wcześniej blogów, słyszałam tylko, że ludzie podejmują się ich pisania i że to coś w rodzaju pamiętnika, otwartego dla szerszej publiczności. Tak zaczęła się moja przygoda z blogowaniem. Od wstukania w wyszukiwarkę słów „co to jest blog”.

FOLLOWER: W 2013 roku „Ona ma siłę” otrzymał specjalne wyróżnienie w konkursie Bloga Roku 2012. Czy ta nagroda zmieniła coś w Twojej twórczości? Czy po prostu była wskazówką, że podążasz w dobrym kierunku?

IWONA: Ta nagroda spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Wiedziałam że nie dostałam się do złotej dziesiątki w mojej kategorii, więc tym samym straciłam szansę na wygraną. Ale okazało się że przyznano wtedy dwa wyróżnienia specjalne, w tym jedno mojemu blogowi. To było dla mnie przeżycie bardzo emocjonujące. Czułam się jak młody bóg. Jakbym mogła od tej chwili góry przenosić. Taka ja, znikąd, wiecznie niegotowa na swoją książkę… a tu ktoś mnie jednak docenił. A potem zdałam sobie sprawę, że to nie tyle ja zostałam doceniona, ale mój sposób opisywania rzeczywistości i uczuć. To wyróżnienie utwierdziło mnie w przekonaniu, że to co robię ma sens. Ale również dodało mi skrzydeł. I jestem pewna że miało duży wpływ na oswojenie się z myślą, że ja chyba jednak umiem pisać.

FOLLOWER: Opowiedz o życiu Polki (i blogerki) mieszkającej w USA. Czujesz się bardziej polska czy amerykańska?

IWONA: To temat rzeka. Czuję się mocno Polką, ale dużo też we mnie z Amerykanki. Pisze bloga w języku polskim, jem polski chleb, polską szynkę, nawet masło i mąkę kupuję w polskim sklepie. Gotuję polskie obiady i wpajam moim dzieciom polskie tradycje. Urodziłam się w Polsce i mieszkałam tam ponad 20 lat. Jednak moim domem obecnie jest Ameryka. Od przeszło 12 lat. I moje życie jest jednak bardziej amerykańskie. Choć bardzo bardzo mocno pielęgnuję w sobie polskość, to nie da się być do końca Polką mając pod nogami każdego dnia grunt amerykański. To skomplikowane.

FOLLOWER: Czy nie myślałaś o pisaniu po angielsku? Więcej czytelników, z pewnością większe zarobki z bloga…

IWONA: Nie. Jestem Amerykanką od kilku lat, Polką od zawsze. Moje myśli i uczucia płyną z polskiego serca. Nigdy nie miałam potrzeby pisać po angielsku. Poza tym nie znam na tyle języka angielskiego by móc ładnie i dogłębnie opisywać uczucia. Takie teksty byłyby nie do końca moje.

FOLLOWER: Jesteś aktywną kobietą, próbującą sił we własnym biznesie, dodatkowo znajdujesz czas na prowadzenie bloga, jednak przede wszystkim masz trzy energiczne córki, które, pochłaniają mnóstwo Twojego czasu i energii. W jaki sposób efektywnie dzielisz swój czas na życie zawodowe i prywatne?

IWONA (Uśmiech): To jest dobre pytanie! Wciąż mam problem z pogodzeniem wszystkiego. Są takie momenty w życiu, że myślę że za chwilę eksploduję! I w takim momencie nie mogę sobie zaparzyć ziół i usiąść w fotelu by się uspokoić. Muszę dzwonić w dziesięć miejsc naraz, rozstrzygać kłótnie dzieci, odgrzewać obiad, wypełniać dokumenty, odpisywać, odbierać, zawozić, przesuwać, odpowiadać, stawać na głowie… Bardzo często myślę, że sobie nie radzę. A potem wieczorem, jak już wszystko zrobione, dzieci w łóżkach, mąż na kanapie obok, świeca tli się na fajnym drewnianym stole… wtedy myślę sobie, że jak zwykle przesadzam. Że przecież ze wszystkim sobie radzę. Czasem tylko dzieci mają mnie mniej, bo firma potrzebujemnie bardziej, a czasem przez tydzień niczego w pracy nie robię, odpuszczam blog, odpuszczam pranie i gramy cały dzień w gry planszowe albo jedziemy do kina. I chyba w życiu o to chodzi. O ten balans. A ludzie, w szczególności kobiety, chciałyby być we wszystkim perfekcyjne. Ale tak się nie da. Oczywiście trudno pogodzić mi się z myślą, że mam być przeciętną mamą czy blogerką na pół gwizdka. Ale zdaję sobie sprawę, że wymagając od siebie zbyt wiele, więcej tracę niż zyskuję. Podenerwowana mama, żona, blogerka i księgowa to nic dobrego. Wciąż uczę się sztuki szanowania siebie i swojego zdrowia psychicznego.

FOLLOWER: Czego nauczyło Cię macierzyństwo?

IWONA: Cudownie mi się z Tobą rozmawia! Te pytania są takie, że mam chęć mówić, i mówić, i mówić. Macierzyństwo nauczyło mnie przede wszystkim tego, że można kochać kogoś dużo bardziej niż samego siebie. Poćwiartowało na małe kawałeczki mój egoizm. Nauczyło mnie sztuki organizacji czasu. Cierpliwości. Wytrwałości. Śmiania się na cały głos przy ludziach. Jedzenia keczupu prosto z butelki. I tego, że nic nie śmierdzi na tyle, by nie można było tego przewinąć (hahaha). Ale przede wszystkim macierzyństwo pokazało mi jak piękne jest życie. I jak bardzo inne niż je sobie zawsze wyobrażałam. Pozytywnie inne.

FOLLOWER: Twój internetowy pamiętnik oprawiony jest przepięknymi zdjęciami Twoich najbliższych, choć nie tylko, bo pokazujesz przyrodę, utrwalasz magiczne chwile i emocje. Co dalej z blogiem „Ona ma siłę”?

IWONA: Blog powstał może i trochę jako zastępstwo nienapisanej książki, ale już po chwili stał się ważną częścią mojego życia. Po napisaniu książki, zamyka się pewien rozdział. Książka idzie w świat, zaczyna żyć własnym życiem a Ty zostajesz gdzieś z boku. Na blogu natomiast wszystko trwa. Od 2012 roku przychodzą tam ludzie, którzy zostawiają piękne słowa w komentarzach, ludzie którzy wstawią tylko uśmiech, bo czasu na więcej im brakuje, ale chcą zaznaczyć że są. Niektórzy zostają na zawsze. Niektórzy odchodzą. Inni wpadają tylko na moment. Ale ktoś zawsze tam jest. I świadomość, że pisze się do Tego kogoś jest niesamowitym uczuciem. Poza tym ten blog jak mówiłam już wcześniej pomaga mi odkrywać samą siebie i dostrzegać życie. Nie mogłabym go nie mieć.

FOLLOWER: Przeczytanie Twojej książki jeszcze przed mną. Czy powiela ona najważniejsze wpisy z bloga, czy znajdziemy tam zupełnie nowe teksty i zdjęcia?

IWONA: Książka to częściowo teksty z bloga lekko przeze mnie zmodyfikowane, ale pojawiają się tam też nowe teksty. Zdjęć w książce nie będzie. Wydanie książki ze zdjęciami jest bardzo kosztowne i dla większości wydawnictw i selfpublisherów nieopłacalne. Zdjęcia, które robię, można zobaczyć na blogu.

FOLLOWER: Kto jest adresatem książki? Twoi stali czytelnicy, a może zupełnie nowe osoby?

IWONA: Trudno mi powiedzieć, kto zainteresuje się książką. Jest ona raczej kierowana do kobiet ale dostałam kilka razy komentarze i maile od mężczyzn, którzy czytają bloga. Któryś z nich mi kiedyś napisał, że mój blog pomógł mu w pewnym sensie zrozumieć żonę. To było niesamowite uczucie. Ogromną radość sprawi mi fakt, że książkę kupią moi blogowi fani. Bo to po części ich zasługa, że w końcu ją napisałam. Ale zależy mi również by dotarła ona do innych ludzi. Może ktoś gdzieś na nią czeka i dzięki temu wywiadowi zda sobie z tego sprawę. (Uśmiech).

FOLLOWER: „Pisanie pomaga. Uświadamia. Daje radość. I oswaja.” – napisałaś niedawno. Czy inaczej tworzy się z myślą o blogu niż o formie drukowanej?

IWONA: Inaczej. Na blogu mogę sobie na więcej pozwolić. W luźny, niewymuszony sposób mogę pisać bez zastanawiania się czy jest to poprawne stylistycznie, gramatycznie czy językowo. Bo najważniejsze jest to, co chcę przekazać. Pisząc książkę musiałam wszystko brać pod uwagę. Bardzo mocno stałam na straży swojego stylu, ale musiałam zgodzić się z niektórymi uwagami redaktorów. Na blogu pisze się łatwiej.

FOLLOWER: Czy takie znaczenie terapeutyczne (jak pisanie) ma dla Ciebie fotografia?
IWONA: Fotografia jest dla mnie bardziej odskocznią niż terapią czy pasją. Lubię robić zdjęcia w dużych ilościach i potem je segregować, wybierać, cieszyć się nimi. Jednak zdecydowanie więcej daje mi pisanie niż fotografowanie.
FOLLOWER: Widzę Cię jako pozytywną, uśmiechniętą osobę, która potrafi cieszyć się życiem i je docenia. Czy mogłabyś zdradzić receptę na utrzymanie pogody ducha w te jesienne i zimowe dni?
IWONA: Nie mam takiej recepty. Mogę powiedzieć o sobie, ale nie będzie to recepta, bo każdy człowiek ma inne spojrzenie na życie i co innego powoduje że jest szczęśliwy czy smutny. W moim przypadku bardzo ważna jest akceptacja. Nauczyłam się akceptować fakt, że czasem mi smutno czy źle. Po prostu czekam aż taki dzień minie. I zawsze staram się zdawać sobie z tego sprawę, że to chwilowe. I że najważniejsze rzeczy, które się teraz dzieją to nie ja i mój nastrój, ale to że jesteśmy zdrowi, mamy gdzie mieszkać, kochamy się. W moim życiu nastąpił przełom pod koniec 2008 roku. Tragiczne wydarzenia powodują że w człowieku wiele się zmienia. I potem każdą słabość, zły dzień, nieszczęście porównujesz do tego co się kiedyś wydarzyło. Okazuje się, że nic się nie może równać… Wtedy myślisz sobie: Iwona, kobieto o co Ci chodzi? Masz wszystko! A jak czegoś nie masz to albo z wyboru albo z niemocy. Więc po co płakać? Wstań i żyj. Bo to nadal masz.

 

Wywiad przeprowadziła: Marta Perzanowska

 

0 I like it
0 I don't like it
Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest