Wywiad: Michał Barczak

zdj

Od dziesięciu lat pracuje jako freelancer i zarabia przez internet. Po drodze pracował w kilku dużych międzynarodowych firmach, gdzie zdobył doświadczenie. Ponad rok temu doszedł do momentu, w którym nie był w stanie pracować dalej dla kogoś. Odszedł z pracy i założył własną działalność.

Czym się zajmuje?
Jak zarabia?
Dlaczego nagrywa filmy 360o?
Czy jego zamiłowanie do organizacji czasu to już obsesja? 


Follower: Rok temu zrezygnowałeś z pracy w korporacji. Nie żałujesz?
Michał: Zdecydowanie nie. Przejście na własny etat, to była chyba najfajniejsza rzecz, jaka mi się w życiu wydarzyła. Mam poczucie, że robię dla siebie coś fajnego. Mogę nareszcie decydować o swoim czasie, chociaż w praktyce pracuję teraz dużo więcej: ale jest to coś co robię z pasji. Moje podejście do biznesu jest specyficzne. Mam trzy główne segmenty, którymi się zajmuję. Pierwszy to filmy 360o i wirtualna rzeczywistość. Obok tego są szkolenia i doradztwo. Trzecia gałąź to jest typowy marketing. W tych wszystkich trzech sektorach mam klientów, którzy płacą mi jednorazowo (tak jest z filmami 360), jak i takich, którzy zostają ze mną na dłużej: płacą mi przez kilka miesięcy, czy przez kilka lat, za to, że świadczę im swoje usługi.

Follower: Jak zaczęła się Twoja przygoda z filmami 360?
Michał: Kalkulacja, chłodna kalkulacja. Jeżeli Google zainwestowało jakieś 20 mld dolarów w rozwój wirtualnej rzeczywistości, Facebook trzy razy tyle – to czemu nie uszczknąć sobie na tym kilku procent? Udało mi się na ten cel pozyskać unijne środki. Stwierdziłem, że kupię sobie zestaw do filmów 360 i to będzie jedna z fajnych usług, które mogę sprzedawać. Przez kilka lat mogę dzięki temu zarabiać, robiąc jednocześnie te wszystkie rzeczy, które mnie dużo bardziej kręcą. Jestem jednym z nielicznych profesjonalnych twórców w tej dziedzinie w Polsce. Jest kilka firm, które się tym zajmują profesjonalnie, ale między nami jest taka różnica, że ja jestem jedną nogą w biznesie, a drugą w blogosferze.

Follower: Mówisz, że będziesz na 360 zarabiał przez kilka lat? Nie wróżysz im dłuższej przyszłości?
Michał: W tym jest pewien paradoks, bo ja trochę w nie nie wierzę. Uważam, że filmy 360 znudzą się. Jako reklamowe materiały – to zawsze pewnie będzie ciekawe. Ale nie wyobrażam sobie na przykład iść do kina i oglądać Bonda w 360 stopniach. Szukaj przez półtora godziny akcji i strony, z której wchodzi Bond! To chyba byłaby męczarnia. Dlatego to nigdy nie wejdzie do mainstreamu w takiej najprostszej formie. Moim zdaniem, nikt nie będzie oglądał filmów pełnometrażowych w ten sposób. Z drugiej strony poszerzona rzeczywistość wydaje się być czymś co może całkowicie zmienić znaną nam rozrywkę. A ja w przyszłości bardzo chciałbym dojść do momentu, w którym przestaję sprzedawać swój czas, a zaczynam własne usługi.

Follower: Twoje kursy są taką usługą.
Michał: Tak, kursy są wstępem do tego, co chciałbym robić. Chciałbym w przyszłości móc się temu poświęć ale bardziej w kategorii charytatywnej niż czysto zarobkowej.

Follower: Czy Twój blog idzie teraz w jakimś bardziej specjalistycznym kierunku?
Michał: Tak: marketing plus praca przez internet. Michał Szafrański, Marcin Iwuć i pozostali blogerzy finansowi bardzo często mówią: „oszczędzaj”. To jest super. Natomiast bardzo często pojawia się zaraz zdanie, że: „jak nie masz z czego, zwiększaj swoje dochody”. Niestety rzadko kiedy mówią, jak to zrobić. Na swoim blogu chciałbym podzielić się swoją wiedzą o zarabianiu przez internet. O tym też jest mój kurs – Zacznij zarabiać przez internet jako freelancer. Ja z tego żyję, z tego funkcjonuję, moje dochody systematycznie rosną. To nie muszą być olbrzymie kwoty: dla kogoś tysiąc złotych, pięćset złotych zrobi rewolucję w życiu osobistym. Nagle okaże się, że ma na wakacje czy na oszczędzanie właśnie. Tego właśnie staram się uczyć.

Follower: Prowadziłeś już wcześniej kursy o tej tematyce?
Michał: Tak, i zaczęło mnie lekko irytować wciąż powtarzanie tego samego kolejnym ludziom. Na przykład kiedyś przyszedł do mnie jakiś znajomy i mówi: słuchaj, wyjeżdżam za granicę i nie chcę „robić na zmywaku”, co ja mogę w tej Anglii robić? Odpowiedziałem: idź do agencji i zostań copywriterem albo idź do call center, ale zdalnie. On nadal mieszka w Anglii i bardzo szybko znajduje zlecenia, a zaraz wyjeżdża na Filipiny, bo przy takim systemie nie ma znaczenia, gdzie fizycznie jest. Zna trzy języki, więc obsługuje trzy firmy jako wirtualna sekretarka. Dotąd nie wiedział, że może w takim sposób zarabiać na życie. Inny przykład. Pracowałem w agencji, w której prowadzenie kanałów social media kosztowało ok. 500 zł. To sprowadzało się do dwóch postów tygodniowo i wydaniu 100 zł na promocję. To nie była bardzo droga usługa, w stosunku do tego co jest na rynku ale nikt nie chciał jej sprzedawać, bo prowizja sięgała maksymalnie kilku złotych. Po przejściu „na swoje” zacząłem zastanawiać się, ilu potrzebuję takich klientów miesięcznie, żeby funkcjonować bardzo fajnie. Są osoby, które mieszkają w małych miejscowościach i przez zimę zarabiają sobie jako copywriterzy, albo ludzie, którzy prowadzą fora. Przeszkodą jest wyłącznie prędkość internetu, bo tak naprawdę nauczyć się dzisiaj Phtosohopa, Premiera czy jakichkolwiek innego programu, które pozwalającego zarabiać przez internet, nie jest wcale trudne. Od dłuższego czasu nosiłem się z pomysłem wypuszczenia tego kursu i zrobienia go samodzielnie, ale oczywiście brakowało czasu, motywacji i budżetu. Dogadałem się ze Strefą Kusów, że oni będą chętni go wydać. A teraz, jak ktoś mnie zapyta jak zarabiać przez internet, to odsyłam go do kursu.

Follower: Czy zainteresowanie organizacją pracy i produktywnością wiąże z Twoim freelancingiem?
Michał: To ma wiele korzeni. Byłem osobą bardzo nieogarniętą. Zacząłem bardziej zajmować się produktywnością, ponieważ miałem za dużo rzeczy, które mnie interesowały. Wiele z nich się rozmywało. Potrafiłem na przykład spędzić 5 godzin na polu, robiąc zdjęcia rosy, a później okazywało się, że nie zdawałem jakiegoś egzaminu. To zaczęło mnie wkurzać i uznałem, że trzeba wprowadzić jakiś porządek. A po drugie bycie punktualnym i ogarniętym się opłaca. Finansowo przekłada się bezpośrednio na profity. Z czasem okazało się, że poczucie kontroli nad życiem i umiejętność planowania, daje mi jeszcze więcej porządku w głowie. Wiem, gdzie zmierzam. Wiem, co chcę robić. A jak to się nie uda, to mam plan B.

Follower: Czerpiesz przyjemność z planowania? Czy to jest po prostu Twoje narzędzie?
Michał: Ja traktuję swój organizm trochę jako gierkę, robię w pewnym sensie z mojego życia grę. Każdy ma określony zasób siły, punktów życia, motywacji i tak dalej. W tym kontekście, jednym z najcenniejszym z moich zasobów, jest poziom kreatywność i silnej woli. To są dwie takie rzeczy, które naprawdę powodują, że mogę robić więcej niż inni. Doszedłem też do takiego momentu, gdy te zasoby zacząłem wyczerpywać. Jeżeli weźmiemy z nich zbyt wiele to one się wyczerpią. Planowanie pomaga mi je oszczędzać. Jak mam problem, to go raz przemyślę, ułożę sobie plan, jak go rozwiązać. W momencie, kiedy zdarzy się ten problem drugi czy trzeci raz, to odpalam sobie szablon w Nozbe – i przestaję o tym myśleć. Nie zastanawiam się, czego nie zrobiłem, co powinienem zrobić, nie marnuję swoich zasobów kreatywności.

Follower: Twoja działalność na YouTubie zaczęła się około cztery lata temu. Były też inne blogi… Nie chciałeś skupić się na jednej platformie
Michał: Nie wiem, chyba wolę pomiędzy nimi lawirować. Jest kilka książek, które sugerują, że jeśli robi się podcast to od razu powinno się nagrać przy okazji wideo i wrzuć na YouTube…

Follower: Spisać to i wrzucić na bloga…
Michał: Tak, i jeszcze na koniec wydać w formie ebooka z płatnym audiobookiem.

Follower: Wydrukuj i jesteś pisarzem!
Michał: Czemu nie? Mi to całkiem odpowiada. Jeżeli ktoś woli inny sposób dystrybucji treści, to niech z tego korzysta, ale to nie kosztuje o wiele więcej pracy. Staram się iść w tym kierunku: influencera, który jest widoczny, zamiast skupiać się na jednej platformie i odnieść tam „sukces”. Mamy Maćka Dąbrowskiego: „zDupy” ma ponad półtora miliona subskrypcji, ale co z tego, skoro YT przyciął mu zasięg, a on nie ma na to wpływu?

Follower: Albo blokują mu Facebooka.
Michał: No właśnie! W momencie, kiedy jesteś wszędzie, to gdy zablokowano ci jeden kanał, masz jeszcze pięć innych.

Follower: No, przypadek Maćka jest trochę inny. Jego kanał jest mocno dedykowany pod YouTube. Ciężko byłoby zrobić z tego podcast, ale jeżeli przekazuje się jakąś wiedzę, informacje – to jest o wiele łatwiej. Czy widzisz jakieś nowe miejsce dla etwórców?
Michał: To bardzo zależy od celów jakie chcesz osiągnąć. Internet daje nieskończone możliwości i zamiast zastanawiać się, który kanał będzie najlepszy, po prostu zacznij działać. To jest najprostsza rada, jaką mogę dać. Jak podoba ci się YouTube, to rób YouTube. Jest ostatnio taki świeży przykład, czyli Vroobelek, który nagle ma 150 tys. subskrypcji. Nie robi niczego nowego, nie robi niczego innego, ale gdzieś tam algorytm ją polubił, dwa, trzy udane crossy i nagle dziewczyna jest znaną youtuberką w przeciągu trzech czy tam sześciu miesięcy. Moje filmy 360 są wyjątkowe, na skalę Polski natomiast nie osiągają wielkiego sukcesu.

Follower: Może to jeszcze nie jest ich czas.
Michał: Właśnie. Dlatego próbuję sobie różnych rzeczy. Kilka wypaliło, kilka dopiero wypali. Przykładem jest mój blog. Od kilku tygodni mam mały przestój jeśli chodzi o nowe artykuły, pojawiają się dużo rzadziej niż wcześniej. Ale statystyki rosną! 10%-25% miesięcznie. Wszystko dzięki wcześniejszym treściom, które teraz zaczęły pojawiać się wysoko w Google. Kilka kolejnych rzeczy pewnie znowu nie wypali – ale to jest kwestia próbowania. Jeżeli chcesz tworzyć, jako etwórca, to po prostu twórz. Zacznij to robić, a jak nie zadziała, to sprawdź inny kanał. Niedawno przeczytałem fajne zdanie – pomyłki, błędy i niewypały przypominają pot na siłowni. Jeśli się nie spociłeś to znaczy, że słabo pracowałeś. Tak samo jest w mojej pracy. Im częściej próbuje, tym częściej nie wychodzi.

Follower: Teraz czasem ludzie najpierw mocno przygotowują się do startu ze sprzętem, tłem, scenariuszem… Później wchodzą, robią i okazuje się, że w ich przypadku to za mało, aby odnieść sukces. A bywa, że osoba, która bierze telefon i nagrywa – wstrzela się.
Michał: Jest jakiś taki mit ciężkiej pracy. Ja znalazłem sobie dwie rzeczy jako przepis na sukces: zrobić coś i powtórzyć sto razy.

Follower: 100 razy czy 101?
Michał: 1000, 77, nie ważne. W pewnym momencie w końcu to zadziała.

Follower: Ale w pewnym momencie może warto też powiedzieć: stop?
Michał: To wszystko kwestia policzenia. Czasem faktycznie dużo lepiej jest się zatrzymać, policzyć. Coś zmienić, dostosować się. Jeżeli powtórzysz coś 100 razy, np. napiszesz 100 artykułów w ciągu roku, to nie ma opcji, aby to nie zadziałało. Patrząc na algorytm Google – to to po prostu zadziała.

Follower: To jest czysta matematyka.
Michał: Czysta. 100 wyświetleń na film, razy 100 filmów, odpowiedź jest prosta.

Rozmowę przeprowadziła Anna Magdalena Pabich

4 I like it
0 I don't like it
Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest