Wywiad: Zwierz Popkulturalny - Kasia Czajka

Follower_nr9 ed_Page_01

PISZE O KULTURZE NA SWOIM BLOGU, NA ONECIE, W POLITYCE, A CZASEM… TAKŻE W FOLLOWERZE. MIŁOŚNICZKA KINA, KOMIKSÓW I BRYTYJSKICH SERIALI. ZAŁOŻYCIELKA GEEK MARKETU. LAUREATKA NAGRODY BLOG BLOGERÓW 2013.

Follower: Siłą rzeczy spędzasz dużo czasu oglądając filmy i seriale oraz przeglądając media społecznościowe, które to czynności są uważane na ogół za wrogów wszelkiej produktywności. Czy potrzebujesz dużo samodyscypliny, żeby powiedzieć sobie „teraz piszę”, zamiast „jeszcze tylko jeden odcinek”?

Kasie Czajka: Z tym akurat nie mam problemu. Wbrew temu co może się wydawać mam dość jasny rozkład aktywności. Codziennie ok. 22 zasiadam do wpisu. I piszę go niezależnie czy mi się chce czy nie, czy jestem zmęczona czy nie. Czasem, jak zabaluję, piszę następnego dnia. Ale bardzo rzadko zdarza się żebym w ogóle nie znalazła czasu. To nie tyle kwestia dyscypliny, co nawyku. Wpis musi być. Więc będzie. Natomiast z filmami i serialami mam tak – staram się codziennie coś obejrzeć. A to znaczy, że rzadko mam dni, kiedy oglądam bardzo dużo. Za to oglądam regularnie.

Follower: Czy masz jakiś klucz, który pozwala Ci w pisaniu osiągnąć równowagę między dogłębnie analizującą recenzją a unikaniem za wszelką cenę spoilerów?

Kasie Czajka: Przechodząc do pisania recenzji zawsze zadaję sobie pytanie, po co czytelnik ją czyta. Jeśli jest już pewnie po seansie i chce potwierdzić swoje zdanie – wtedy spoleruję, jeśli dopiero będzie się decydować na seans – staram się nie psuć zabawy. Unikanie spoilerów jest proste, kiedy zdamy sobie sprawę, że w sumie fabuła jest tylko drobnym składnikiem filmu. Oprócz tego można ocenić wizję reżysera, kontekst opowieści, grę aktorów. Czasem jest pokusa, by wytykać błędy logiczne fabuły. Jednak w sumie to nie jest najlepszy rodzaj recenzji. Ale przyznam szczerze – pomaga fakt, że recenzję zaczynam układać w głowie już w czasie oglądania.

Follower: Łatwiej pisze Ci się recenzje krytyczne (jak np. świetne teksty o „50 twarzach Greya”, czy „Bombie” Karoliny Korwin Piotrowskiej), czy takie, gdzie jesteś zachwycona ich przedmiotem?

Kasie Czajka: Recenzje negatywne – zwłaszcza te złośliwe, pisze się łatwo. To trochę pułapka – ludzie je lubią, recenzent dobrze się bawi, tekst jest popularny. Ale taką recenzję można napisać raz na jakiś czas. Kiedy robi się to za często to wpada się w niebezpieczną rutynę wyśmiewania wszystkiego. Co jest w sumie proste (wszystko można wyśmiać). Pisanie pozytywnych recenzji jest trudne – po pierwsze dlatego, że o ile łatwo powiedzieć, co się nie podoba, to strasznie trudno wyrazić zachwyt. Film jest cudowny, ale kiedy przychodzi odpowiedzieć, dlaczego to w sumie najczęściej kończy nam się słownik. A tu trzeba drążyć, szukać, rozłożyć na części pierwsze. No i co ważne – spróbować zrozumieć tych, którzy nie podzielają zdania. Tak pisanie o produkcji dobrze jest naprawdę trudne.

Follower: Wydaje się, że stereotypowo od bycia geekiem blisko już do bycia nolifem. Jednakże to się powoli zmienia: mamy liczne konwenty, maratony, konferencje, inscenizacje. Wiemy, że teraz dużo jeździsz po Polsce, ale jak to było przed blogiem?

Kasie Czajka: Ogólnie nigdy nie byłam szczególnie towarzyska. Aż przyszedł blog – nowi znajomi (podzielający pasje), wyjazdy, konwenty, internetowe znajomości. Teraz czasem siedzę na imprezie i wszystkich znam z bloga. Wizja, że Internet zabiera życie, jest moim zdaniem bardzo daleka od prawdy. Wydaje mi się, że dla geeków to wybawienie – nareszcie można dobrać znajomych pod względem pasji czy zainteresowań, a nie jest się skazanym tylko na ludzi w tym samym wieku (bo zna się ich ze szkół) czy z pracy. Przy czym ja jestem z gatunku tych, którzy za ekscytujące wyjście wieczorne uznają planszówki u znajomych. Klubów, imprez z muzyką czy jakichś zbiorowych spędów nigdy nie lubiłam. Ale mam wię-cej życia towarzyskiego niż kiedykolwiek.

Follower: Widać u Ciebie silną konsekwencję w reklamach na blogu – ich obecność najczęściej musi być motywowany czymś, co zainteresuje Twoich czytelników. Myślisz, że na dłuższą metę takie podejście sprawdza Ci się także finansowo?

Kasie Czajka: Finansowo? Nie. Powiedzmy sobie szczerze, gdybym brała wszystko niezależnie od tematu pieniędzy byłoby więcej. Moim zdaniem to nie ma sensu. Piszę bloga o kulturze. Jeśli znajdę coś co moim zdaniem do niego pasuje nie mam problemu z reklamą. Ale jeśli zupełnie nie pasuje to chyba bym się z tym dobrze nie czuła. Przy czym to intuicyjne. Ktoś powie, że jedna akcja pasowała, ktoś powie, że inna nie pasowała. Na pewno jestem zdeterminowana, by zachować charakter bloga. Pieniądze są miłe, ale ostatecznie wolę się dobrze czuć wrzucając tekst. A wrzucając reklamę banku czy samochodu, chyba nie czułabym się dobrze.

Follower: Udaje Ci się osiągać sukcesy w pisaniu z diagnozowaną dysgrafią. Wydaje się, że środowisko blogowe polubiło Twoje spokojne podejście do tematu znikających przecinków. Jak to jest kiedy piszesz dla tradycyjnych mediów? Wiedziały gały kogo brały, czy redaktorzy i korektorzy łamią nad Tobą ręce?

Kasie Czajka: Mam Grupę, którą nazywam Anonimowymi Korektorami. To moi znajomi którzy wstawiają przecinki do tekstów, które idą do mediów tradycyjnych – do gazet, na „Onet”, na bloga „Polityki” (tam czytelników nie będę edukować). To grupa której mnóstwo zawdzięczam, bo też mają olbrzymią cierpliwość. Sporo osób zarzuca mi że mogłabym korzystać z nich na co dzień, ale przyznam szczerze – nie miałabym serca wykorzystywać ich aż tak bardzo. Jestem zdania że jeśli robi się coś w prasie, czy za pieniądze, to trzeba zachować się profesjonalnie. Nigdy nie przesłałabym nie zredagowanego tekstu na „Onet” czy do prasy. Na blogu edukuję i mogę się rzą- dzić i prosić o to by kupiono mnie z dobrodziejstwem inwentarza. Wszędzie indziej muszę grać wedle cudzych reguł.

Follower: Kto wchodzi w skład tej Grupy Anonimowych Korektorów? Fantastyczna sprawa!

Kasie Czajka: To znajomi. Tak się złożyło, że zwierz ma wśród znajomych jakąś dziką ilość redaktorów, pracowników różnych redakcji, ludzi, z których wręcz wylewają się przecinki. Bez nich byłoby mi naprawdę trudno. Zawsze twierdzą, że ludzie może i lubią mój tekst, ale ich przecinki.

Follower: Pseudonim „Zwierz popkulturalny”, jak możemy przeczytać u Ciebie na blogu jest Twoją odpowiedzią na maksymę Arystotelesa, że każdy jest zwierzęciem politycznym. Ma jednak też inne poboczne znaczenia jak na przykład zwierz, który się zwierza. Dodatkowo zwierzęcość jest też utożsamiana z dzikością, a Twoim logo widnieje bynajmniej nie tygrys, ale sympatycznie wyglądający szczurek… Z którym elementem pseudonimu utożsamiasz się dziś najbardziej?

Kasie Czajka: Lubię myśleć że zwierz kojarzy się ludziom z istotą która jest żarłoczna kulturalnie, ale trochę jak szczurek czy świnka morska – niegroźny. Dla mnie przede wszystkim chodzi o punkt odniesienia – kultura jest takim habitatem zwierza. Ale też pewnie komponent zwierzania się ma dla mnie znaczenie. W końcu taki był pomysł na bloga. Wyrzucenie z siebie wszystkich tych refleksji, które się we mnie gromadziły.

Follower: Nazwanie bloga „Zwierz popkulturalny” miało być ucieczką od polityki, ale Twoi fani na asku są ciekawi Twojego zdania na temat bieżących wydarzeń politycznych. Jak Ci z tym?

Kasie Czajka: Nie przepadam za pytaniami politycznymi. Głównie dlatego, że wiele osób zakłada że mam jakieś określone poglądy polityczne. Tymczasem przyznam bez bicia – nie mam spójnego światopoglądu. Interesują mnie kwestie polityczne – w pracy nie da się od nich uciec – oglądam dzienniki, czytam gazety, mam zdanie. Ale czy to zdanie jest wewnętrznie spójne, to nie powiem. Często jedyna odpowiedź jaką mam to „nie wiem”. Tymczasem wiele osób jest przekonanych, że poglądy polityczne to wybór między PiS a PO. No jakby… to jest bardziej skomplikowane. I do tego – przynajmniej dla mnie dość osobiste.

Follower: Przygotowywałam dla Ciebie pytania w Dzień Matki, więc myślę sobie, że warto 10 byłoby zapytać o Twoją mamę, o której czasem wspominasz w postach na blogu i na Facebooku i która m.in. jest pomysłodawczynią jednego z Twoich nicków – Ratyzbony. Czy ona również – Mama, nie Ratyzbona – jest takim „zwierzem popkulturalnym”?

Kasie Czajka: Oj nie nazwałabym mamy zwierzem popkulturalnym. Choć na pewno rozumie nałóg zanurzania się w świecie fikcji – poza moim bratem nie znam osoby która by tak kochała czytać. Przy czym mam wrażenie, że największym podarkiem, jaki dali mi rodzice jest szacunek do kultury popularnej. Jestem takim typowym przykładem tego co dzieje się z osobą przekonaną, że wszyscy widzieli Gwiezdne Wojny a Conan to klasyka. No i plusem jest też to, że rodzice są internetowi. Więc jakby nie muszę im niczego z mojego świata tłumaczyć. Ale matka zwierza pojawia się w historiach głównie dlatego, że to niesłychanie wredna jednostka. Bardzo aspiruję do tego poziomu.

Follower: „Wredna jednostka” to jak rozumiem w takim razie jest komplement?

Kasie Czajka: Kiedy mówię, że mama jest wredna chodzi mi przed wszystkim o inteligencję i dystans – tak się złożyło, że w naszej rodzinie słowo „wredny” jest raczej postrzegane jako określenie czułe czy pozytywne.

Follower: Wolisz odkrywanie niszowych świetnych produkcji, czy branie udział w ogólnym szale jak w przypadku finałów najbardziej znanych seriali, czy premier oczekiwanych książek?

Kasie Czajka: Nie wydaje mi się by to było albo/albo. Uwielbiam czekać na jakąś dużą premierę – to napięcie, śledzenie informacji, świadomość że jest się częścią zbiorowości. Jednocześnie, kiedy obejrzę coś sama, odkryję czy gdzieś mi wyskoczy to zwykle czuję taką podwójną radość – że coś mnie bawi i że mogę to pokazać innym. Ogólnie wyznaję zasadę że należy być wszystkożernym. Dlatego, im więcej się szuka, tym lepiej. Nie wytrwałabym w entuzjazmie gdyby nie okazjonalne fanowskie szaleń- stwa. Ale jednocześnie najwięcej zachwytów dostarczają mi znalezione to tu to tam niszowe brytyjskie produkcje telewizyjne.

Follower: Jesteś jedną z osób, która zabrała głos w aferze hania.es kontra brzydka reszta świata. Często zdarza Ci się denerwować na ludzi z blogosfery? Czy nie jest trochę tak, że wciąż jeszcze w tym środowisku raczej wszyscy głaszczą się po głowach, a mniej otwarcie spierają?

Kasie Czajka: Denerwuję się często. Piszę o tym rzadko. Głównie dlatego, że w przypadku konfrontacji blogerskiej to zawsze jest osoba przeciw osobie. I teraz pytanie cui bono. Zbyt często budzi się lawinę hejtu, która przerasta naszą irytację. Często zadaję sobie pytanie – czy na pewno muszę tę osobę czytać. Jak nie muszę to unikam krytyki tylko po prostu wychodzę z bloga. Mam znajomych z którymi czasem rozmawiam. Zapewniam że wielu z nich nasłuchało się sporo o mojej niechęci do pewnych blogowych trendów. Ale jednocześnie – ja też jadę na tym wózku. Mnie też ktoś nie cierpi. Nie wiem, wydaje mi się, ze blogerzy mają sporo hejtu na co dzień bez mojego udziału. Przy czym w przypadku Hani nie krytykowałam bloga, ale postawę wobec świata. Co też jest problemem – dyskutujesz z teksem, a wychodzi, że nienawidzisz blogera. Natomiast przyznam szczerze – ze środowiskiem blogerskim mam kontakty sporadyczne. Z Myszą z „Mysza Movie” widzimy się często, ale tu po prostu łączy nas serdeczna przyjaźń (która 11 zaczęła się od zarzutu czytelniczki że Mysza mnie plagiatuje) więc trudno mówić o blogerskich relacjach. Ale zasada wzajemnego nie krytykowania się nie jest moim zdaniem aż tak zła. Często znamy się osobiście – nikt nie wymaga od ciebie byś publicznie krytykowała znajomych.

Follower: Książki blogerów są często okropnie mierne. Ich recenzje u kolegów i koleżanek po fachu są raczej konsekwentnie ekstatyczne. Czasem to kwestia gustu, częściej chyba niestety sprytne lawirowanie słowem, jak ukryć fakt, że koledze świeżo upieczonego pisarza, udało się przebrnąć zaledwie przez pierwsze trzy strony i przejrzeć obrazki. Myślisz, że to wzajemne się wspieranie się wbrew wszystkiemu może okazać się w przyszłości słabością blogosfery, zwłaszcza tej recenzenckiej?

Kasie Czajka: Nigdy nie recenzowałam książki blogerskiej. Oczywiście że to trudne, ale te same problemy mają recenzenci książek naukowych i pewnie wszyscy ludzie z jednego środowiska. Osobiście wolę się trzymać od książek blogerskich z boku. Zwłaszcza, że wydawnictwa rzadko mają na nie pomysł. Napisałam o książkach Kominka, ale między nami jest taka przepaść, że właściwie nie mam poczucia że piszę o książce innego blogera. Poza tym – jakby nie wymagajmy rzeczy nadludzkich. Czasem pisze się grzecznościowe recenzje – wszyscy to robią. Inna sprawa to fakt, że blogerzy powinni zrozumieć, że samo wydanie książki to nie koniec, książka musi być dobra i z pomysłem. „Zorkownia” Agnieszki Kalugi była doskonale pomyślana. Ale większość wyraźnie jest robiona na zasadzie – przychodzi wydawnictwo i ma pomysł na coś co nawet do bloga nie pasuje. Zresztą w ogóle to jest ciekawe jak rzadko wydawnictwa sięgają po blogi, które opierają się o treść, a jak często o takie bardziej poradnikowe czy obrazkowe. Ogólnie moim zdaniem jeśli bloger chce wydać książkę powinien to bardzo przemyśleć. Ale zdaję sobie sprawę, że wydawanie książek kusi.

Follower: Nie jest łatwo „dobrać się” do zagranicznych seriali w naszym kraju, korzystając tylko z legalnych źródeł. Ostatnio zamknięto portale iitv.info i ekino.tv . Jaki jest Twój stosunek do stron tego typu?

Kasie Czajka: Przyznam szczerze, że nigdy z nich nie korzystałam. Polskie strony często wymagają opłat, logowania itp. Ktoś robi na tym biznes. Dlatego trzymam się od takich stron z daleka.

Follower: Kiedy myślisz o czystym relaksie przed małym ekranem – wybierzesz film czy serial?

Kasie Czajka: Trudno powiedzieć. Czasem wiem że mózg się lasuje wtedy dobry jest sitcom czy odcinek kryminalnego serialu. Ale je- śli mam sobie sprawić przyjemność to częściej sięgam po film. Filmy to moja pierwsza miłość.

Follower: Twoje wykształcenie i obycie w kulturze daje Ci świetne pole do tego, aby pisać bardzo poważne drobiazgowe prace na poważne tematy. Zdaje się, że jednak nie jest to droga, jaką chcesz iść?

Kasie Czajka: Znam wielu badaczy kultury popularnej. To bardzo mili ludzie – czasem spotykamy się na konferencjach naukowych. Miło jest spotkać naukowców z prawdziwą pasją często samych przeciw światu. Ale to nie mój pomysł na pisanie. W nauce więcej jest teorii, konieczności odniesienia się do tekstów, itp. To przyjemne, ale jednocześnie w jakiś sposób krępujące. W przypadku tekstów publicystycznych czy bardziej felietonowych mogę napisać co sama myślę, mogę dość prosto i przystępnie opowiedzieć o jakimś zjawisku. Może odzywa się we mnie wykształcenie nauczycielskie, ale najbardziej lubię o czymś komuś opowiadać. Jasne pewnie jakbym usiadła to np. byłabym wstanie napisać znośny artykuł na temat kwestii włosów czarnoskó- rych kobiet w amerykańskiej kulturze popularnej. Ale więcej przyjemności daje mi notka na blogu, gdzie mogę to wszystko przełożyć na język kilkustronicowego felietonu. Ogólnie moją ambicją jest być gdzieś pomiędzy dziennikarzami którzy piszą dla wszystkich a badaczy którzy piszą dla specjalistów. Nie mniej – co ważne – jednak od tekstów poważnych czy naukowych nie można się odciąć. Dlatego jeżdżę na konferencje, czytam, słucham, cią gle poszerzam bibliotekę. Jakby by powiedzieć mniej trzeba przeczytać tych co się zanurzają po szyję.

Follower: Czy jesteś jedną z tych osób, które marzą o „Wiedźminie” zrealizowanym przez HBO?

Kasie Czajka: Jestem. Choć po tym co HBO robi z „Grą o Tron” chciałabym by ktoś nad nimi stał i tłumaczył, że biust nie jest obowiązkowy w każdym odcinku.

Follower: I na koniec jeszcze jedno pytanie. Wiem, że je bardzo lubisz. Przeczytałaś „Harry’ego Pottera”?

Kasie Czajka: Błagam. Tyle liter? Ja tu oglą-dam a nie czytam!

Wywiad przeprowadziła Ola Kozicka.

0 I like it
0 I don't like it
Visit Us On FacebookVisit Us On TwitterVisit Us On InstagramVisit Us On Pinterest